PREMIERA 31.05.2023

Westport to niewielka, portowa mieścina słynąca z połowów specjalnego gatunku kraba. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak wypłynięcie na niebezpieczne wody wywołuje wiele emocji, zwłaszcza u rodzin marynarzy. Kapitan Brendan nie potrafi zrozumieć szumu wokół tych wypraw, ponieważ morze to przygoda, to walka z żywiołem i adrenalina. Oczywiście, do czasu aż w mieście nie postawi nogi wyjątkowa, piękna i zaskakująca kobieta...

Piper Bellinger żyje chwilą, która zwykle trwa od imprezy do imprezy. Wszak musi dbać o swój image, w czym nieodzownie pomaga jej Instagram. Pewnego razu zabawa wymyka się spod kontroli, a Piper nielegalnie ląduje na dachu hotelu, wskutek czego ostatecznie trafia do więzienia. Ojczym kobiety nie jest zadowolony, co zmusza go do podjęcia radykalnych decyzji...

Co połączy tę tak różną dwójkę osób? Czy Piper odnajdzie się w małym mieście, tak różnym od Los Angeles? A kapitan Brendan wreszcie dopuści do swojego serca coś (lub kogoś) więcej niż morze?

Zdarzyło się pewnego lata to typowa komedia romantyczna, w której bohaterowie mimo wielu zabawnych/traumatycznych/zaskakujących sytuacji ostatecznie lądują we własnych ramionach. Brzmi jak nic interesującego, prawda? A jednak Tessa Bailey wykreowała naprawdę realistyczne postacie, które idealnie wpasowują się w klimat książki. 

Pierwszy raz nie irytowało mnie początkowe zachowanie głównej bohaterki, mimo że stworzono ją na wzór rozpieszczonej, niepotrafiącej zapracować na siebie gówniary, której jedynym celem życia są imprezy i bycie sławną. Zabawne komentarze albo nawet całe wypowiedzi od razu przekonały mnie do Piper. Zresztą, to, jaką przeszła przemianę pod wpływem przeżytych wydarzeń zdecydowanie zasługuje na pochwałę. 

Oczywiście, w książce pojawiło się wiele utartych schematów i niestety, ani razu nie poczułam się zaskoczona zwrotem akcji. Swoją drogą, naliczyłam może dwa zwroty? Fabuła płynęła własnym tempem, z początku wolniej, na koniec trochę przyspieszyła, ale nie wiało nudą. Autorka trzymała zaciekawienie u czytelnika aż do ostatniej strony, co świadczy o niezwykłej umiejętności pisarskiej. 

Zdarzyło się pewnego lata jest przyjemną historią o miłości dwóch zupełnie różnych osób. Jeżeli lubicie książki o tym, jak kobieta przyjeżdża do małego miasteczka, gdzie znajduje ogromną miłość, to bez wahania sięgnijcie. Z pewnością spodobają się wam też porządnie wykreowani bohaterowie, ciekawa i logiczna fabuła, a kilka zabawnych fragmentów na pewno wywoła uśmiech na waszych twarzach. 

6/10

Zdarzyło się pewnego lata
Tessa Bailey
Wydawnictwo Muza
Warszawa 2023
Stron: 416

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu


PREMIERA 31.05.2023

W zeszłym roku w okolicach sierpnia czytałam i recenzowałam Dom nad błękitnym morzem (kliknijcie tutaj, by przejść do postu) autorstwa TJ Klune'a. Książkę wspominam jako przepiękną opowieść o dojrzewaniu, o nadziei i przyjaźni ze szczyptą fantastyki, dlatego kiedy pojawiło się polskie tłumaczenie Pod szepczącymi drzwiami wiedziałam, że muszę poznać kolejną książkę autora. 

Już sam początek opowieści wzbudza ogromne zainteresowanie, ponieważ czytelnik poznaje Wallace'a - prawnika, współwłaściciela kancelarii i jednocześnie człowieka, który zamiast serca ma kawał skały. Zapytacie, co w tym takiego niezwykłego? Ano to, że Wallace nagle umiera i budzi się na własnym pogrzebie. Ku zdziwieniu, zamiast łez i lamentów oraz tłumu ludzi na ostatnim pożegnaniu pojawia się zaledwie sześć zupełnie nieprzejętych osób: była żona, współwłaściciele firmy i jedna nieznajoma dziewczyna.

Tragedio-komizm sytuacji jest taki, że nieznajoma okazuje się Żniwiarzem, którego zadaniem jest zaprowadzenie Wallace'a bezpośrednio przed oblicze przewoźnika. Co się stanie, kiedy Wallace trafi do nietuzinkowej herbaciarni? Czy po śmierci bohaterowi uda się naprawić swoje życie?

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy na myśl o Pod szepczącymi drzwiami, to: ta książka to jedna wielka emocja! Dialogi między bohaterami niosą ze sobą tyle uczuć, że momentami można się w nich zgubić. Oczywiście, w pozytywnym sensie. Podczas czytania ciężko było utrzymać emocje wewnątrz, dlatego co rusz albo szeroko się uśmiechałam, albo wręcz parskałam śmiechem, albo robiłam "aww" - identycznie jak podczas oglądania filmu z uroczym szczeniaczkiem - albo ostatnią siłą woli powstrzymywałam łzy przed wypłynięciem. 

TJ Klune po raz kolejny stworzył niesamowitą opowieść, od której nie da rady się oderwać. Pod szepczącymi drzwiami nie tylko jest bardzo wzruszająca, zabawna i magicznie przeurocza, ale również dojrzała oraz poruszająca ważne kwestie takie jak: śmierć, niesienie pomocy innym czy odnajdowanie bratnich dusz w zupełnie niespodziewanym momencie życia. Lub nieżycia, jak w przypadku Wallace'a. :)

Po lekturze nie jestem w stanie stwierdzić, czy Pod szepczącymi drzwiami podobało mi się bardziej niż Dom nad błękitnym morzem. Zawsze staram się też być z wami szczera, dlatego dodam, że znalazłam dziwne podobieństwo między tymi dwoma powieściami. Przede wszystkim w zachowaniu i poprowadzeniu głównych bohaterów. Hugo (przewoźnik) ogromnie przypominał mi Arthura, zaś Wallace - Linusa. Efekt był taki, że kilka razy czułam swego rodzaju deja vu - zawsze we fragmentach dotyczących tworzeniu się relacji między mężczyznami. Tę powtarzalność potraktuję jako lekki minus. 

Pod szepczącymi drzwiami to przepiękna historia, którą należy polecać zawsze i każdemu. Czytelnicy odnajdą w niej wciągającą fabułę, wyjątkowych bohaterów, fragmenty pełne wzruszeń oraz śmiechu. TJ Klune napisał przejmującą opowieść o stracie, śmierci i nadziei, z której emocje wręcz wylewają się ze stron. Z pewnością wkrótce do niej wrócę - niech te słowa będą dla was najlepszą rekomendacją. :)

9,5/10

Pod szepczącymi drzwiami
TJ Klune
Wydawnictwo Akurat
Warszawa 2023
Stron: 384


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu



PREMIERA 30.05.2008

Tunele to książka autorstwa Briana Williamsa i Rodericka Gordona, brytyjskich pisarzy, i zarazem pierwszy tom cyklu o tejże nazwie. Powieść po raz pierwszy ukazała się w Polsce w 2008 roku, jednak w 2023 roku wydawnictwo Wilga postanowiło wypuścić nowe wydanie. 

Fabularnie historia przedstawia perypetie młodego Willa, czternastoletniego chłopca, który uwielbia brudzić się w ziemi: wraz z ojcem, doktorem Burrowsem, kopie tunele pod miastem, poszukując "skarbów", czyli starych rupieci sprzed lat. Do ekscentrycznej rodziny Burrowsów dołącza jeszcze uzależniona od oglądania telewizji matka oraz pokręcona na punkcie organizacji i porządku młodsza siostra, Rebeka. 

Zaskakującym przypadkiem w momencie, kiedy Will po raz pierwszy pokazuje swojemu przyjacielowi, Chesterowi, swoje hobby, zaprowadzając go do podziemnych korytarzy, doktor Burrows natrafia na dziwnych ludzi, a potem niespodziewanie rozpływa się w powietrzu. Willowi nie pozostaje nic innego jak odnaleźć ojca. Wyrusza więc w podróż do wnętrza ziemi, co okazuje się niełatwym wyczynem...

Czy Will odnajdzie ojca? Kim są ci dziwni ludzie spotykani na ulicach, żyjący jakby w innym świecie? Dokąd zaprowadzą Willa podziemne tunele?

Kiedy pewnego dnia narodzi się wam ochota na sięgnięcie po pełną przygód, tajemniczą opowieść z doskonale rozbudowanym światem oraz charakternymi bohaterami, to wiedzcie, że Tunele kompletnie sprostają waszym oczekiwaniom. Historia posiada specyficzny klimat, który idealnie pobudza wyobraźnie, a zaskakujące fragmenty sprawią, że nie oderwiecie się od lektury.

Chyba że na początku, ponieważ akcja rozwija się stosunkowo wolno. Na szczęście autorzy zmyślnie budują i utrzymują napięcie, dzięki czemu ostatecznie książkę pochłania się dość szybko. Zwłaszcza gdy dojdzie do zawiązania akcji oraz kilku(nastu) jej zwrotów - wtedy dosłownie zbiera się szczękę z podłogi.

Ogromnym plusem Tuneli są przede wszystkim bardzo niesztampowi bohaterowie. Każdy na swój sposób jest zupełnie różny, dzięki czemu cała książka automatycznie nabiera charakteru. I nie mam na myśli wyłącznie głównych; poboczni opowiadają odrębne historie. Czytelnik się przywiązuje, kibicuje i przeżywa, jeżeli coś pójdzie nie tak. Ponadto kreacja rodziny Willa zasługuje na medal, bo to, co się w niej wyprawia, to cud, miód i malinki. 

Tunele Rodericka Gordona i Briana Williamsa to powieść zdecydowanie warta polecenia. Ciężko się oderwać od lektury, a przeżywana razem z bohaterami przygoda pobudza wyobraźnię jak mało co. Jest tajemniczo, momentami mrocznie i strasznie, a do tego niesamowicie klimatycznie. Ja już czekam, kiedy dorwę kontynuację. :)

8,5/10


Tunele
Roderick Gordon, Brian Williams
Wydawnictwo Wilga
Warszawa 2008
Stron: 496

→ Głębiej


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu




No, i stało się, moi drodzy, pochłonęłam cały cykl Selekcji niemal w przeciągu dwóch tygodni (z przerwami na inne lektury, żeby nie było). Z jednej strony zrobiło mi się nieco smutno, że to już koniec, ale z drugiej strony nieco odetchnęłam. Po Następczyni czułam przesyt, lecz uparłam się, by skończyć. Znając mnie i moje możliwości, za Koronę zabrałabym się za rok, może dwa?

W Koronie poznajemy dalsze losy Eadlyn i kandydatów na jej męża. Na początku książki przyszła królowa trochę przeczyściła grono i summa summarum zostało zaledwie paru chłopców, najbliższych jej sercu, co przyjęłam z lekkim zawodem. Spodziewałam się dużej porcji rywalizacji, szemranych działań czy robieniu na złość, a jedyne, co otrzymałam, to ciepłe kluchy. Tak. Ci panowie zdecydowanie oddali jaja Eadlyn, brakowało im charakteru i czegoś, no, nie wiem... jakieś iskierki? Motywu do działania? Własnych przemyśleń? Cokolwiek by to nie było, ja tego nie znalazłam.

Przez ponad połowę książki się wynudziłam, a akcja zaczęła dziać się dopiero później. Kiedy Eadlyn wstąpiła na tron - zapytacie: jak? dlaczego? kiedy? Nie mogę zdradzić, bo zabiorę Wam jeden z najlepszych motywów powieści, notabene najlepszy wątek i fragment Korony. W każdym razie Eadlyn w tym miejscu ma swój punkt zwrotny. Przestaje się liczyć z własnym szczęściem, a jedynym ważnym aspektem życia zdają się być poddani oraz rodzina. 

I co jest najciekawsze? Właśnie w tym momencie zwrotnym Eadlyn poznaje uczucie miłości. Zakochuje się i to w najmniej spodziewanej osobie!

Wyznam szczerze, że ta najmniej spodziewana osoba przeszła mi po głowie nie raz, nie dwa. Wiedziałam, kim będzie wybranek królowej, ale nie miałam pojęcia, jak zakończy się ich wspólna historia. I od tego czasu czytałam szybko, zawzięcie i momentami miałam wypieki na twarzy. Historia mnie wciągnęła, szczególnie że odnalazłam szemrane działania i rywalizacje, o których wspomniałam wcześniej. A końcówka jest świetna, serio.

Będzie mi brakowało tej serii, tych bohaterów i sekretów, chociaż Kiera Cass mogła zakończyć Selekcję już po trzecim tomie, po Jedynej. Potem dostaliśmy jedynie odgrzewane kotlety, o czym mówiłam w recenzji poprzedniej części (link poniżej). 

Na kilka słów podsumowania powiem, że Korona to ciekawa pozycja dla młodzieży. Nie zawładnie czytelnikiem jak Rywalki, Elita czy Jedyna, ale zabawi i pozwoli na moment odejść od ponurej rzeczywistości. 

5/10

Korona
Kiera Cass
Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2016
Stron: 304

← Następczyni


PREMIERA 10.05.2023

Znak to drugi tom trylogii Mroczne sąsiedztwo autorstwa Holly Black i Teda Naifeha. Pierwszy tom, Zew, recenzowałam dla was w styczniu (kliknijcie tutaj, jeśli chcecie przeczytać), gdzie zachwycałam się mrocznym klimatem, zaskakującą fabułą i wszechobecną tajemniczością. Było więc oczywiste, że sięgnę po kontynuację. :)

Zanim przejdę do krótkiego opisu wydarzeń, chciałabym wspomnieć co nieco o kresce komiksu. Ilustracje autorstwa Teda Naifeha są czarno-białe, a pociągnięcia kreski ostre i ciężkie, co idealnie zgrało się z tematyką. W poprzedniej części miałam problem z brakiem kolorystyki, jednak wystarczyło przeczytać dalej i problem znikał - zbyt mocno wciągnęłam się w fabułę, by myśleć o mankamentach. 


Fabularnie akcja toczy się w miejscu, w którym autorzy przerwali w Zewie. Rue Silver poznała prawdę o własnym dziedzictwie - jej zaginiona matka okazała się elfią królewną, aktualnie zamieszkującą krainę Nieśmiertelnych. Rue ze wszelkich sił stara się ją odnaleźć i sprowadzić z powrotem do pogrążonego w żałobie ojca. Co ani trochę nie wydaje się łatwym zadaniem... 

Zwłaszcza kiedy okazuje się, że "mroczni sąsiedzi" mają własne plany co do ludzkości. Dziadek Rue za pomocą magii stara się pozbawić miasteczko władzy człowieka i tym samym oddać je we władanie elfów. 

W międzyczasie między przyjaciółmi dochodzi do rozłamu. Zdrady, kłamstwa, miłosne zaklęcia? Wysysanie krwi? Problemy w zastraszającym tempie zaczynają się nawarstwiać. Czy Rue uda się odnaleźć matkę? Co się stanie, jeśli elfy przejmą miasteczko? 


Znak to jedna z tych historii, którą pochłania się na jednym wdechu. Dosłownie. Komiks jest bardzo krótki (ok. 130 stron), więc można go przeczytać na raz, co też uczyniłam. Od pierwszej strony wsiąka się w fabułę pełną zwrotów akcji i tajemniczych wydarzeń. Całość podsyca również wylewająca się zewsząd magia oraz wszechobecne napięcie.

Poprowadzenie głównej bohaterki było strzałem w dziesiątkę. Ogromnie podobało mi się zagubienie, które można było dostrzec w każdym, choćby najmniej znaczącym, zachowaniu Rue. Dziewczyna ze wszystkich sił pragnęła odnaleźć matkę - liczyła na zrozumienie, ponieważ po poznaniu prawdy o własnym dziedzictwie Rue nie potrafiła się pozbierać ani ostatecznie zidentyfikować. Brakowało jej poczucia przynależności do któregoś ze światów (ludzkiego bądź elfiego), czego skutkami były często nieprzemyślane podejmowane decyzje czy ucieczka.  

W Znaku pojawił się motyw tajemniczego zniknięcia przyjaciółki Rue, który - moim zdaniem - potraktowano trochę po łebkach. Chciałabym poznać dokładniejsze przyczyny czy choćby "sposób" zniknięcia, a tak po kilkunastu stronach czytelnik po prostu poznaje skutek. Dodatkowo z drugim tomie Mrocznego sąsiedztwa pojawiają się wątki dotyczące przyjaźni, kłamstwa, zdrady oraz odrzucenia, co zdecydowanie urozmaica lekturę. 

Tak, jak w Zewie, w Znaku także czytelnicy otrzymali pełne zwrotów akcji zakończenie, przez jakie marzy się wyłącznie o poznaniu kontynuacji. 

W kilku słowach podsumowania oczywiście polecę Znak Holly Black i Teda Naifeha. Historia jest porywająca, magiczna i obfita w zaskakujące wydarzenia, od których ciężko się oderwać. Czarno-biała kreska idealnie wpływa na mroczny klimat opowieści i pobudza wyobraźnie do maksimum. Oby do trzeciego tomu! :)

7,5/10

Znak
Holly Black, Ted Naifeh
Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2023
Stron: 128

Zew ↔ Krew


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu
 
Z racji tego, że w kwietniu trochę zamuliłam, czyt. kompletnie zapomniałam o napisaniu podsumowania marca :), dzisiaj przychodzę do was z takim podwójnym. W trzecim miesiącu roku udało mi się przeczytać 7 książek, które łącznie dały 3118 stron.

Przeczytane w marcu
Ciężar korony A. C. Cobble - PATRONAT POMISTRZOWSKU (recenzja tutaj)
Rodzina Monet. Skarb Weronika Anna Marczak
Rodzina Monet. Królewna, część I Weronika Anna Marczak
Ja, Inkwizytor. Dziennik czasu zarazy Jacek Piekara (recenzja tutaj)
Vamps. Świeża krew Nicole Arend (recenzja tutaj)
Akademia wampirów Richelle Mead (recenzja tutaj)
Bestie zagłady Ayana Gray (recenzja tutaj)

Ponadto w marcu pojawiły się posty z zestawieniami książek na Dzień Kobiet i Dzień Mężczyzn. Jeżeli chcecie przejść, kliknijcie w grafikę poniżej. 



***

W kwietniu również przeczytałam 7 książek, jednak one dały więcej przeczytanych stron - 3234. :) 
Przeczytane w kwietniu
Karmazynowe rządy Amelie Wen Zhao (recenzja tutaj)
Babel, czyli o konieczności przemocy Rebecca F. Kuang (recenzja tutaj)
Mroczny sobowtór Jonathan Stroud (recenzja tutaj)
Rodzina Monet. Królewna, część I Weronika Anna Marczak 
Nevermore. Kruk Kelly Creagh (recenzja tutaj)
Fragile heart Mona Kasten (recenzja tutaj)
Sami w eterze Olivie Blake (recenzja tutaj)

Na Pomistrzowsku pojawił się też post z zestawieniem Książek z JAJEM na Wielkanoc. Poniżej znajdziecie link. 


Ile książek Wy przeczytaliście w marcu i kwietniu? Dajcie znać w komentarzach!

 
PREMIERA 13.04.2022

Obdarzonymi nazywa się osoby posiadające wyjątkowe, często zakrawające o magię, umiejętności. Mimo że owe umiejętności określa się mianem Daru, to samych ich posiadaczy traktuje się z wielką rezerwą, strachem i często nieludzko. A przynajmniej w Middlandach, państwie, w którym żyje główna bohaterka powieści pt. Wybrańcy autorstwa Kristin Cashore. 

Katsa to siedemnastoletnia dziewczyna znajdująca pod kloszem wuja Randy, władcy kraju. Posiada wyjątkowy Dar, który wśród mieszkańców budzi ogromny postrach, a w Katsie obrzydzenie - ma talent do zabijania. Chcąc odkupić winy, razem z przyjaciółmi potajemnie zakłada Radę, stowarzyszenie niosące pomoc potrzebującym.

Kiedy jednym z zadań Rady okazuje się sekretne odbicie porwanego Lienida, Katsa nie spodziewa się, że spotka kogoś potrafiącego w jakimkolwiek stopniu stawić czoła jej Darowi. Po, wnuczek uprowadzonego i zarazem syn władcy państwa Lienid, niejednokrotnie udowodni dziewczynie, że należy podążać za głosem własnego serca.

Kto zlecił porwanie? Czy Katsie uda się odkryć prawdę o własnym Darze? Kim w rzeczywistości jest Po i dlaczego chłopak zawsze wszystko wie? Co się stanie, jeśli do władzy dojdzie wyjątkowo bezduszna, brutalna persona?

Wybrańcy Kristin Cashore to wielobarwna, niezwykle wciągająca opowieść o walce o lepszy świat, o przyjaźni i o odkrywaniu własnej tożsamości. Historia oprócz cudownej przygody porusza wiele wartościowych motywów takich jak: dążenie do prawdy, niesienie pomocy potrzebującym czy stawianie dobra innych ponad własne szczęście. 

W książce na dużą uwagę zasługują bohaterowie oraz stworzony przez autorkę, bardzo realistyczny wątek romantyczny między Katsą a Po. Z początku kompletnie się nie spodziewałam, że towarzyszenie im wywoła we mnie aż taki ogrom emocji! Im dalej wkraczałam w fabułę, tym ich relacja coraz mocniej mnie do siebie przekonywała, aż ostatecznie zostałam całkowicie kupiona, co nie zdarza się często i zasługuje na pochwałę. 

Wybrańcy to niezwykle emocjonalna przeprawa. Z nadmiaru emocji nie potrafiłam wysiedzieć, zwłaszcza pod koniec, kiedy akcja się zawężała. Zakończenie było istną jadą bez trzymanki i to totalnie na oślep. To, co autorka wymyśliła swoim bohaterom, sprawiło, że od razu chciałam sięgać po kontynuację. Naprawdę dawno żadna książka aż tak mocno mnie nie porwała w swój lekko bajeczny, bardzo magiczny, ale czasami też niebezpieczny świat. 

Na wspomnienie zasługuje również niezwykle intrygujący motyw Obdarzonych. Odświeżające było to, że każda osoba posiadała zupełnie inny Dar. Nie znalazła się żadna para mająca identyczny, co bywało elektryzujące, szczególnie kiedy poznawało się kolejne umiejętności. 

Minusem, który zaważył na ocenie, było zasadnicze wyidealizowanie głównej bohaterki. Czasami odnosiłam wrażenie, że za wszystko, za co łapała się Katsa, zawsze jej wychodziło. Nie istniała dla niej czynność niemożliwa. Dodatkowo posiadała oddanych przyjaciół, wzbudzała zainteresowanie u płci przeciwnej, a różne czynności przychodziły jej nadzwyczaj łatwo. Rozumiem, że miało to poniekąd powiązanie z Darem, ale momentami wyczuwałam przesadę. Zabrakło mi dołączenia do jej zestawu cech kilku wad.

W kilku słowach podsumowania: Wybrańcy są nadzwyczajną, niesamowicie wciągającą i wartościową książką, po którą nawet nie wahajcie się sięgnąć! Kristin Cashore z wprawą godną mistrzyni wprowadzi was w ten magiczny, zaskakujący i oryginalny świat Obdarzonych. Przeprowadzi was przez królestwa, opowie o miłości dwóch zagubionych osób, a także nie raz nie dwa wywoła szybsze bicie serca, zwłaszcza kiedy natraficie na kolejny zwrot akcji. Polecam z całego serca! 

8/10

Wybrańcy
Kristin Cashore
Wydawnictwo Poradnia K
Warszawa 2022
Stron: 408

→ Iskra


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu

 
PREMIERA 26.04.2023

Miłość to takie niezwykłe uczucie, które zazwyczaj dotyka znienacka, w momentach, w których człowiek najmniej się jej spodziewa, a najbardziej potrzebuje (często nawet nie zdając sobie z tego sprawy). Świat pełen miłości staje się piękniejszy, a osoba zakochana zaczyna dostrzegać życie w kolorowych barwach. Trzeba jednak walczyć o uczucie, starać się i nie uważać go za stałą. 

Olivie Blake funduje swoim bohaterom Samych w eterze całą paletę emocji. Mimo że historia rozpoczyna się zgoła niewinnie i dość szablonowo. Charlotte Regan i Aldo Diamiani wpadają na siebie w zbrojowni Instytutu Sztuki w Chicago. Jedna rozmowa prowadzi do kolejnej, a ta do następnej, aż wreszcie dochodzi do pewnego rodzaju uzależnienia polegającego na ciągłym myśleniu o niemyśleniu o sobie. 

Sęk w tym, że ani Regan, ani Damiani posiadają wyjątkowo ekscentryczne osobowości, które komplikują sprawę. Regan oprowadza wycieczki po Instytucie Sztuki, po godzinach zajmuje się fałszerką obrazów, a dodatkowo jest kompulsywną kłamczuchą cierpiącą na chorobę afektywną dwubiegunową, poddającą się ciągłemu nadzorowi psychoterapeuty. Z kolei Aldo, doktorant matematyki teoretycznej na uniwersytecie, mierzy się z depresją oraz natrętnym kalkulacjom dotyczącym czasu. 

Co się stanie, jeśli ta dwójka połączy siły? Czy świat zacznie zmierzać do autodestrukcji, kiedy teoretyk zapała uczuciem do kłamczuchy? Chociaż świat może i przetrwa, ale co z najbliższymi Regan i Aldo?

Olivie Blake prowadzi czytelnika przez wyjątkową opowieść, w której emocje łączą się z rozumem, a ekscentryzm z logicznym myśleniem. W książce pojawia się wiele sprzeczności, które nabierają sensu dopiero później, po przetrawieniu, co było dużą zaletą; odpowiedzi na pytania nie dostawało się na tacy. Ogromnie podobało mi się również połączenie sztuki z nauką, czyli w zasadzie dwóch zupełnie odrębnych tematów. 

W Samych w eterze niezwykłą rolę odegrali realistyczni i naprawdę ludzcy bohaterowie. Zarówno Regan jak i Aldo posiadali mnóstwo wad, na barkach nosili tonę problemów, a dodatkowo mierzyli się z własnymi demonami, które wywoływała ich własna, skrzywiona psychika. Autorka poruszyła w książce temat chorób psychicznych, nakreślając je i starając się dokładnie wyjaśnić ich działanie nie tylko na osoby objęte niepełnosprawnością, ale także na rodzinę czy przyjaciół osób chorych. 

Niestety, mimo naprawdę wielu zalet, Sami w eterze nie są powieścią bez wad. Moim zdaniem opowieść ostatecznie stała się zbyt sielankowa. Mimo że autorka obracała się w trudnych tematach i nie szczędziła bohaterom ciężkich chwil, ostatecznie odniosłam wrażenie, że za łatwo poszło. Zakończenie było zbyt oklepane, zbyt proste na tak zmodyfikowaną emocjonalnie historię. 

Duży problem miałam również z brakiem dynamizmu. Rozumiem, że Sami w eterze to romans z pogranicza literatury pięknej, skupiający się na oddawaniu emocji, przekazywaniu prawd życiowych czy opowiadaniu o problemach bohaterów, ale zabrakło mi w nim jakiegoś pazura. Czegoś, co sprawiłoby, że przez połowę książki nie myślałabym o niebieskich migdałach z nudy. Miałam wrażenie, że oprócz rozpraw dotyczących miłości oraz postrzegania świata przez osoby chore, niewiele się tu działo. 

Podsumowując, Sami w eterze Olivie Blake to naprawdę warta uwagi, nietypowa historia o miłości. O dwójce zagubionych osób, które przez (a może dzięki?) własne niepełnosprawności trafiają na głębokie, jedyne w swoim rodzaju uczucie. To opowieść poruszająca trudne tematy w sposób niezwykle refleksyjny. Sięgając po Samych w eterze, spodziewajcie się raczej spokojnej fabuły bez żadnych fajerwerków i motylów w brzuchu. Polecam miłośnikom emocji! 

6/10

Sami w eterze
Olivie Blake
Wydawnictwo Muza
Warszawa 2023
Stron: 320

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję