PREMIERA 22.03.2023

Niedawno Wydawnictwo Jaguar dokonało rzeczy wspaniałej, ponieważ wznowiło znany i uwielbiany przez rzeszę fanów cykl Nevermore. Pierwszy tom, Kruk, posiadł elektryzująco-mroczną okładkę, od której ciężko uciec i która zatrzymuje spojrzenia na dłużej. Nie zamierzam ukrywać, że od dawna chodziło za mną poznanie tej historii, ale dopiero teraz wpadła ona w moje ręce. I wiecie co? To była magiczna przeprawa! :)

Kelly Creagh wciąga czytelnika prosto w szpony snów, kruków, gotów i tajemniczej śmierci Edgara Allana Poe. Te zgoła różne zagadnienia łączy jedna postać: Isobel - kapitanka szkolnej drużyny cheerleaderek. Dziewczyna wskutek genialnego pomysłu jednego z nauczycieli polegającego na dwuosobowych projektach niespodziewanie traci na popularności, zrywa z chłopakiem i oddala się od starych znajomych. A wszystko przez tajemniczego Varena - partnera projektu.

Varen to osobnik nadzwyczajny, ponieważ nosi się na czarno, wygląda mrocznie i groźnie, jakby dopiero co wrócił ze spaceru po cmentarzu. A jednak ma w sobie coś, przez co zbyt natarczywie pojawia się w myślach Isobel.

Tę zupełnie różną dwójkę nastolatków połączy projekt o Edgarze Allanie Poe. A przynajmniej z początku, ponieważ im lepiej zaczną się poznawać, tym gorzej dla otoczenia. I dla snów, które zaczynają żyć własnym życiem...

Nevermore. Kruk to wciągająca, mroczna opowieść ze wspaniałym gotycko-cmentarnym klimatem. Przez większość książki czytelnik czuje niepokój i niepewność na dalszy rozwój wypadków. Kelly Creagh po mistrzowsku splata wątki i nasyca je emocjami oraz dużą dozą tajemnic. Naprawdę nie sposób oderwać się od lektury, ciągle pragnie się więcej i więcej. Tak jak Isobel Varena. 

Najmocniej raduje mnie fakt, że autorka nie wykreowała płaskich, nijakich bohaterów. Każdy posiadł własną inteligencję i indywidualną normę zachowania. Isobel była bystra, odważna i często rzucała się na głęboką wodę pod wpływem emocji. Varen z kolei grał rolę enigmatycznego gota, który wplątał się w coś ciężkiego i prawie niewytłumaczalnego. Cudownie, że przy przeżywanych przygodach bohaterowie ani razu nie zapomnieli o swoim prawdziwym wieku. Czuło się wszechotaczającą młodość. Były szlabany, szkolne imprezy czy zawody sportowe, cheerleaderki czy wykluczenie z grona znajomych, randki i pocałunki. Całokształt sprawił, że Nevermore wypadło niezwykle realistycznie.

W Kruku czytelnicy znajdą mnóstwo nawiązań do twórczości Edgara Allana Poe, co skutecznie kształtuje mistyczny klimat. Pojawi się również motyw wprowadzania w sny mogące się urzeczywistnić, co moim zdaniem było strzałem w dziesiątkę. Oryginalny pomysł, bardzo absorbujący, a także sporo zwrotów akcji nie pozwalało oderwać się od książki.

Jedyną istotną wadą Nevermore był obecny chaos. Momentami trzeba było mocno skupić się na treściach, by przez przypadek nie pominąć ważnej informacji. Przez chwilę czułam się zagubiona, bo nie do końca wiedziałam, o co chodzi. Na szczęście zwykle po kilku stronach odnajdowałam sedno, jednak było to nieco upierdliwe.

Pewnie was nie zdziwię, pisząc, że Nevermore. Kruk zdecydowanie zasługuje na uwagę. Książka jest warta i polecenia, i przeczytania, ponieważ wciągnie was w swoje mroczno-gotyckie sidła, z których wydostaniecie się dopiero na koniec. A może i nie? A może będziecie woleli w nich zostać, duszeni przez aż nazbyt realistyczne sny, i sięgniecie od razu po kontynuację? :)

8/10

Nevermore. Kruk
Kelly Creagh
Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2023
Stron: 480

→ Nevermore. Cienie


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu

 
PREMIERA 22.03.2023

Fragile heart to druga i ostatnia zarazem część cyklu Scarlet Luck, autorstwa Mony Kasten. Lonely heart wspominam jako niezwykle emocjonalną, słodko-gorzką historię, od której ciężko było się oderwać i która czarowała każdą stroną (jeśli chcecie wiedzieć więcej, to zapraszam do zerknięcia na recenzję → o, tutaj).

W drugim tomie autorka również przedstawia fabułę z dwóch perspektyw. Pierwsza należy do Rosie Heart, która po niespodziewanym "zniknięciu" Adama, mierzy się z samotnością oraz porzuceniem. I musi pozbierać się naprawdę szybko, ponieważ ciągle traci na oglądalności swojego programu muzycznego, w czym nie pomaga fala hejtu opanowująca Internet. Rosie przedstawiana jest jako najgorsza, najbrzydsza i najohydniejsza postać showbiznesu...
 
Z kolei Bestia, czyli Adam Singer, perkusista zespołu Scarlet Luck, wraca z kilkumiesięcznego odwyku. Chłopak jest zagubiony, przerażony nadchodzącymi zmianami, a także zmotywowany, by już nigdy więcej nie sięgnąć dna. By nie sięgnąć po kieliszek. Sęk w tym, że w jego myślach nagminnie przewija się pewna Rosie...

Czy Adam i Rosie znajdą wymarzony spokój? Czy zostaną wyleczeni z własnych lęków? Co się stanie, jeśli wreszcie się spotkają?

Fragile heart Mony Kasten to elektryzująca, emocjonująca przeprawa w głąb serc dwóch zagubionych osób. Podczas śledzenia losów bohaterów czytelnik nagminnie mierzy się ze smutkiem, rozgoryczeniem, ale również nadzieją na lepsze zakończenie. Historia dosłownie porywa i nie puszcza aż do ostatniej strony. 

Dzięki dwóm perspektywom czytelnik dostaje lepszy obraz sytuacji, a także dokładniejszy wgląd w głowę Adama i Rosie. Jest w stanie kompletnie zrozumieć ich zachowanie, które z innej strony mogłoby wydać się zupełnie nielogiczne. Całokształt sprawił, że niezwykle się z nimi zżyłam i kibicowałam im przez całą wyboistą drogę.

We Fragile heart cudowne jest to, że autorka nie boi poruszać się trudnych tematów. Bohaterowie mierzą się z depresją, lękami przed dotykiem, czy z uzależnieniem od alkoholu. Sprawia to, że książka staje się bardziej wartościowa. I piękna, ponieważ udowadnia, że problemy spotykają każdego człowieka, nawet, a może zwłaszcza, tego najbogatszego, sławnego i wystawionego na opinię innych ludzi. Autorka dodatkowo pokazuje, jak negatywnie na twórców wpływa hejt w Internecie. 

Fragile heart opowiada przepiękną historię o miłości dwóch zagubionych serc. Mona Kasten wplata w opowieść muzykę, co z kolei budzi ogromną nadzieję. Fragile heart to niezwykle emocjonalna przeprawa, z charakternymi bohaterami nie bez wad, mających problemy psychiczne i mierzących się z trudami życia. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam! :)

9/10

Fragile heart
Mona Kasten
Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2023
Stron: 440 

← Lonely heart


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu


PREMIERA 08.03.2023

Kiedy nocami na ulice zaczynają wyłazić duchy, a ty nie potrafisz ich zauważyć, to najwyższy znak, by zgłosić się do agencji paranormalnych. Ja ze swojej strony polecę agencję Lockwood & Spółka, działającą na terenie Londynu. Jej członkami jest trójka niesamowicie utalentowanych dzieciaków, które nie raz nie dwa udowodniły, że poradzą sobie z każdym duchem. Nawet całą zgrają.

Anthony Lockwood, właściciel agencji, razem z George'em i Lucy tropią kolejne duchy, próbując rozwikłać niekiedy trudne, a czasem łatwe sprawy tajemniczych morderstw, samobójstw albo nagłych śmierci. W całym Londynie panuje panika, ponieważ w jednej dzielnicy duchy dosłownie opanowują kolejne ulice. Z tego względu władzę powołały niemal każdą agencję do uporania się z tym paranormalnym problemem.

Niemal. Akurat Lockwood i Spółka nie doznali tego przywileju. Zajmują się więc innymi zadaniami, ale jest ich aż tyle, że brakuje im rąk do pracy. Tak pojawia się nowa bohaterka, świeży członek agencji: Holly. I jeśli z chłopakami nawiązała bardzo dobry kontakt, tak z Lucy niekoniecznie... 

Co wspólnego ma intrygująca, zagadkowa śmierć z krwawymi śladami na schodach w Whitechapel? Dlaczego duchy opanowują dzielnicę Londynu? Jak je powstrzymać? Czy agencja detektywistyczna Lockwood & Spółka wreszcie znajdą się na pierwszych stronach gazet?

Mroczny sobowtór Jonathana Strouda jest trzecim tomem wspaniałego cyklu dla młodzieży i - moim zdaniem - jak do tej pory, najlepszym. Historia jest porywająca, niezwykle wciągająca oraz dająca wyobraźni nieźle do wiwatu. Ciężko się oderwać dzięki dynamicznej akcji.

Jak wspomniałam wyżej, w Mrocznym sobowtórze do głosu dochodzi nowa bohaterka. Wprowadza to ciekawy konflikt między Holly a Lucy, dzięki czemu kolejne perypetie śledzi się z ogromnym zaangażowaniem. Zwłaszcza jeśli pomiędzy stoją panowie, którzy nie do końca wiedzą, jak poradzić sobie z problemem dziewczyn. Wywołuje to wiele śmiesznych sytuacji.

Jonathan Stroud nie zapomina o wątkach poruszonych w poprzednich częściach. Czytelnicy dostają więcej szczegółów z przeszłości Lockwooda. Cała jego postać jest owiana tajemnicą, a poznawanie nawet niewiele znaczących prawd staje się doprawy zajmujące. Niezwykłe jest również to, że w każdej kolejnej książce bohaterowie mierzą się z coraz cięższymi problemami. Wcześniej sprawy zwyczajnych morderstw czy samobójstw teraz zamieniły się w dosłowny wysyp duchów na ulicę, z którym jedna agencja nie jest w stanie sobie poradzić.

Zakończenie wprawia w osłupienie. Wywołuje wiele emocji i powoduje, że marzy się wyłącznie o poznaniu dalszych losów. Po raz kolejny urzekł mnie także wyjątkowy klimat serii Lockwood & Spółka. Duchy, uliczki Londynu, walka o życie, deszczowa pogoda - wszystko to sprawia, że przenikamy w historię bardziej niż zjawy przez przedmioty.

Mroczny sobowtór Jonathana Strouda to zdecydowany must read, jeśli czytelnik uwielbia połączenia kryminalnych spraw z motywem pozagrobowym. Książkę polecam bez wahania, ponieważ poza ultrainteresującą fabułą znajdzie się tu charakternych bohaterów, zaskakujące zwroty akcji i niesamowicie duszny, londyński klimat. 

9/10

Mroczny sobowtór
Jonathan Stroud
Wydawnictwo Poradnia K
Warszawa 2023
Stron: 374


Szepcząca czaszka ⇌ The Creeping Shadow


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu



***

Wspaniałe jest to, że na Netflixie powstał serial na podstawie przygód bohaterów. Pierwszy sezon jest już dostępny (zdradzę, że go obejrzałam i z całego serca polecam), dlatego poniżej wrzucam zwiastun. 

↓↓↓



PREMIERA 08.03.2023

Rebecca F. Kuang po raz pierwszy zasłynęła w Polsce dzięki trylogii Wojen Makowych, którą przeczytały i pokochały rzesze fanów. Sama należę do tego grona, dlatego z ogromną chęcią sięgnęłam po najnowszą książkę autorki. 

Babel, czyli o konieczności przemocy opowiada historię życia Robina Swifta, pół-Chińczyka, który trafia do Imperium Brytyjskiego, gdzie pod okiem profesora Lovella przechodzi cały cykl nauki łaciny, greki, angielskiego i chińskiego. Wszystko po to, by za kilka lat dostać się do wymarzonego Oxfordu.

Jak się okazuje, nauka popłaca, ponieważ Robin ostatecznie rozpoczyna studia na uczelni. A dokładnie w tytułowej wieży Babel, w której uczy się translatoryki, poprawności języka oraz, przede wszystkim, wyrabiania i tworzenia magicznych, srebrnych sztabek. Dobierając pary z różnych języków i czując je, sztabki są w stanie, np. poprawić kondycję torów, usprawnić działanie zegara, uleczyć albo... rozerwać klatkę piersiową od środka.

Robinowi towarzyszy trójka przyjaciół: Rami, Victoire i Letty, z którymi zdobywa kolejne szczeble wiedzy. W Imperium panuje jawny brak sprawiedliwości dla osób "kolorowych"; do głosu dochodzi kolonializm, rasizm, feminizm. Czy Robinowi uda się wywalczyć wolność? Zrozumie własną wartość i odnajdzie miejsce na ziemi?


Babel, czyli o konieczności przemocy to historia bogata w wydarzenia, napisana przyjemnym, wielobarwnym językiem, poruszająca trudne tematy i przedstawiająca ważne wartości. Podczas czytania dokładnie widać kunszt pisarski autorki, zwłaszcza kiedy rozprawia o złożoności języków czy tłumaczeń niektórych zwrotów. 

Wątek tworzenia sztabek, czyli szukania par z dwóch języków, mających podobne znaczenie, lecz z ukrytą głębią, był strzałem w dziesiątkę. Z radością i podziwem czytałam o tym, jak autorka sprawnie łączy wyrazy, jak nadaje im głębsze znaczenie. Trzeba naprawdę znać się na danym języku, by potrafić stworzyć coś tak skomplikowanego w swojej prostocie. W ogóle motyw magicznych sztabek zasługuje na brawa. To fantastyczny pomysł, który był idealnym uzupełnieniem fabuły.

W książce pojawiło się mnóstwo przypisów urozmaicających lekturę: wyjaśniały wydarzenia albo zachowania znane z początku XIX wieku, objaśniały znaczenia słów czy odnosiły się do konkretnych osób. Osobiście momentami nieco mnie drażniły, ponieważ wybijały mnie z rytmu, ale parę razy rozjaśniły też sytuację, więc to, czy się spodobają, czy nie zależy wyłącznie od czytelnika.

Największy problem w Babel miałam, niestety, z bohaterami. Ich kreacja pozostawiała wiele do życzenia, a Rebecca F. Kuang, mimo poruszanych wartości takich jak: równość, wolność, tolerancja, wpadła we własne sidła. W historia nastąpiła generalizacja polegająca na tym, że wszyscy biali bohaterowie odgrywali rolę tych złych. Nie jestem rasistką, ale jaka jest szansa, że tylko kolorowe postacie mają cokolwiek wartościowego do powiedzenia, walczą z nietolerancją i o wolność? Dopiero pod koniec książki pojawili się biali, którzy nie byli zepsuci do szpiku kości, jednak przedstawiono ich naprawdę po macoszemu. Wszystko to sprawiło, że Babel stracił w moich oczach.

Zapał i ogromną ciekawość, które pojawiły się, jak tylko poznałam datę premiery, wyparowały automatycznie, kiedy poznałam Robina. Chłopak irytował mnie ponad każdą miarę. Był ciapowaty, zachowywał się jak ignorant, głupiec, a do tego prawie non stop się nad sobą użalał. Gdyby nie zakończenie, które jak-tako ratuje całą książkę, z pewnością ostatecznie rzuciłabym ją w kąt zbyt podrażniona. 


Dużą wartością Babel było przełożenie na język fikcyjny wydarzeń historycznych. Wiadomo, by fabuła miała jakiś sens, trzeba było odrobinę namieszać w faktach, jednak bardzo miło poznawało mi się niektóre dzieje. Niezwykle podobał mi się klimat XIX-wiecznej Wielkiej Brytanii; kroczenie uliczkami Oxfordu, podziwianie architektury, przyrody czy nawet środków transportu dawało mi ogromną satysfakcję.

Zanim skończę, muszę koniecznie wspomnieć o przepięknym wydaniu, jakim Polaków uraczyło wydawnictwo Fabryka Słów. Babel wydano w dwóch wersjach: jedno z okładką zintegrowaną, drugie z miękką. Każda książka miała barwione brzegi na czarno, a w środku przepiękne ilustracje autorstwa Przemysława Truścińskiego.

Podsumowując, Babel, czyli o konieczności przemocy to książka bogata w wydarzenia, przeplatająca historię z fikcją, posiadająca fenomenalny klimat i w sposób niezwykły opowiadająca o trudach języka. Niestety, nieprzystępni bohaterowie irytujący na każdym kroku (zwłaszcza główny) oraz generalizacja wpłynęły na ostateczny odbiór powieści raczej słabo. Czy polecę? Tak, ale ostrożnie i zdecydowanie nie każdemu. Osoby, których kręci XIX-wieczne Imperium brytyjskie oraz wiele dywagacji na temat językoznawstwa, będą zdecydowanie zachwycone. 

5,5/10


Babel, czyli o konieczności przemocy
Rebecca F. Kuang
Wydawnictwo Fabryka Słów
Lublin-Warszawa 2023
Stron: 760

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu




PREMIERA 11.04.2023

Karmazynowe rządy Amelie Wen Zhao to trzeci, i ostatni zarazem, tom cyklu Dziedzictwo krwi (recenzję do tomu pierwszego znajdziecie - tutaj, a do drugiego - tutaj). Fabularnie rozpoczynamy w miejscu, w którym zakończono Czerwoną Tygrysicę. Ana zmaga się z utratą powinowactwa krwi; poza poczuciem wewnętrznej pustki jej ciało powoli zaczyna umierać. Nie poddaje się jednak, ba, zrobi wszystko, by odzyskać magię!

Zanim Anastazja wróci do zdrowia, najpierw musi pokonać brutalnie rządzącą, cesarzową Morganię, która do celu idzie po trupach. Dosłownie. Mają jej w tym pomóc sojusznicy, rebelianci znani jako Czerwone Peleryny. Tylko czy pomoc jest możliwa, skoro walczą oni o wolność dla ludu, z czym pojęcie monarchii zdecydowanie się gryzie? 

Czy Anie uda się pokonać zawistną, bezwzględną cesarzową Cyrilli? Co się stało z Ramsonem, który pozostał w Bregonie? A reszta przyjaciół? Jaki ich los czeka, jeśli nadal postanowią walczyć?

Karmazynowe rządy to zdecydowanie najlepsza część trylogii. W poprzednim tomie miałam ogromny problem z chaotyczną narracją i "ciapowatością" Any, co teraz na szczęście zupełnie zniknęło. Główna bohaterka spoważniała, zaczęła logicznie myśleć oraz podejmować dobre decyzje. Historia była bardzo dynamiczna, co rusz pojawiały się zwroty akcji, dzięki czemu ciężko było oderwać się od lektury.

Największym plusem powieści okazał się motyw rebeliancki. To, w jaki sposób Ana i Czerwone Peleryny prowadziły kampanię przeciw monarchii, to, jak walczyli, jak zaciekle bronili własnych przekonań zasługuje na brawa. Wątek wypadł niezwykle realistycznie. Przez wszystkie strony trzymał w napięciu oraz wpływał na wyjątkowy klimat Karmazynowych rządów

Przedstawienie relacji między Aną a Ramsonem nie trąciło żadnym znanym schematem. Nie znalazło się tutaj typowej miłości od pierwszego wejrzenia. Nie. Zauroczenie rosło w miarę przebytych problemów, a kiedy osiągnęło apogeum i tak nie stało na pierwszym miejscu. Uczucie było wywarzone, romantyczne i zdecydowanie nieprzedobrzone. 

Karmazynowe rządy to idealnie zwieńczenie trylogii. Książkę, oczywiście, polecę z głębi serca. Amelie Wen Zhao zabierze was w świat pełen sprzeczności. Traficie w sam środek walki o równość, wolność, o prawa i o obalenie monarchii na poczet demokracji. Historia poruszy, rozśmieszy, a przede wszystkim otworzy serca na nadzieję i miłość. :)

8/10

Karmazynowe rządy
Amelie Wen Zhao
Dom Wydawniczy REBIS
Poznań 2023
Stron: 476

← Czerwona Tygrysica






Z okazji świąt życzę Wam wszystkiego, co najlepsze! Zaczytanych, spokojnych dni w gronie najbliższych i smacznych jajek. :) A skoro już przy temacie jajek jesteśmy, to przygotowałam specjalne zestawienie książek z jajem, czyli historii śmiesznych, wywołujących uśmiech lub o uroczych, zabawnie wykreowanych bohaterach.

Ciekawi?
KSIĄŻKI Z JAJEM,
czyli Wesołych Świąt!

Weronika Anna Marczak i jej seria o Rodzinie Monet to moje najnowsze odkrycie. Główna bohaterka, Hailie, to piętnastolatka, która wskutek tragedii musi zmienić całe swoje życie. Z Wielkiej Brytanii przenosi się do Ameryki i zamiast mamy i babci dostaje pięciu starszych braci. 

W historii pojawia się dużo zabawnych wydarzeń, a bohaterowie (bracia Monet) to istna wisienka na torcie. Każdy ma swój indywidualny charakter, dzięki czemu dochodzi do naprawdę, naprawdę wielu śmiesznych sytuacji. :)

Z pewnością nie pożałujecie, szczególnie jeśli lubicie młodzieżówki. 

 
W Zezowatym szczęściu Tekli czytelnicy mają do czynienia z komicznymi bohaterami. I lekką, trochę głupawą historią. Z pewnością będzie idealna na rozluźnienie po ciężkim dniu.

Nieszczęście w szczęściu Olgi Rudnickiej to niewymagająca, momentami zabawna lektura z mnóstwem cudacznych sytuacji. Książkę spokojnie można czytać bez znajomości pierwszego tomu, czego jestem idealnym przykładem.

Jeśli chcecie poznać całą moją opinię, to zaproszę was → tutaj, klik. 

 
Dom nad błękitnym morzem to przepiękna, urocza opowieść o dojrzewaniu, nadziei, przyjaźni i miłości, które znajduje się, gdy najmniej się tego spodziewa.

W książce pojawia się wiele zabawnych momentów, zwłaszcza podczas pierwszych dni Linusa na wyspie, kiedy kolejno poznaje wychowanków sierocińca. Emocje, które mu towarzyszą, niejednego odważnego przyprawiłyby o zawał. :)




Kiedy rodzi się wam ochota na komedię romantyczną, bez wahania sięgnijcie po debiut Ali Hazelwood, po The Love Hypothesis

Książka wciąga swoją lekkością, jest przezabawna i przeurocza. Autorka stworzyła historię, którą pochłania się w jeden dzień i którą czyta się z szerokim uśmiechem na twarzy. Po prostu nie da rady inaczej!

Bo czy da radę się oprzeć historii w świecie nauki z motywem fake-dating? :)


Nie byłabym sobą, gdybym do zestawienia nie wrzuciła przynajmniej jednej książki fantasy. Adam Faber opowiada perypetie rodu Biesów, z pozoru zupełnie zwyczajnej rodziny mieszkającej w południowej Polsce. Z pozoru, ponieważ w rzeczywistości wyróżnia ich wyjątkowa umiejętność posługiwania się magią... i to nie zawszę tą dobrą!

Raz wiedźmie śmierć przedstawia niezwykle sympatyczną, fragmentami humorystyczną i pełną magii opowieść. Bohaterów stworzono z wyjątkową wprawą oraz starannością, bo ich bardzo różnorodne charaktery sprawiły, że od książki ciężko było się oderwać, a kolejne losy Biesów poznawało się z ogromną ochotą.

Wesołych, zaczytanych Świąt!

PATRONAT POMISTRZOWSKU 

PREMIERA 05.04.2022

Nie spodziewałam się, że aż tak przywiążę się do Benka. Czytając ostatni tom, czyli Ciężar korony, mimowolnie czułam wzruszenie, że ta fantastyczna, pełna niespodziewanych zwrotów akcji i charakternych bohaterów przygoda dobiega końca. Niestety, jak to w życiu bywa, wszystko, co dobre, szybko się kończy. :)

W tej części Beniamin Ashwood stawia czoła groźniejszym przeciwnikom niż demony. Musi zmierzyć się z ludźmi, czego świadomość bywa przytłaczająca. Ben prowadzi armię, którą przecież należy wyposażyć i wyżywić, a także próbuje opanować konflikt między Przymierzem a Koalicją. Problemy się nawarstwiają, szczególnie jeśli stanie się oko w oko z niebezpieczną czarodziejką, byłą Protektorką. 

Na szczęście wszystkie bitwy toczy ramię w ramię z przyjaciółmi: Amelią, Rhysem, Towaal i Prem, a także wieloma potężnymi sojusznikami. A gdyby okazało się, że starzy przyjaciele staną się wrogami? Jaką wówczas decyzję podejmie Ben: walczyć czy się poddać? 

Ciężar korony to idealnie zwieńczenie cyklu. Epicka przygoda nie pozwoli oderwać się od książki choćby na minutę, a czytelnicy będą pochłaniać kolejne strony, jakby od tego zależało ich życie. To mogę zagwarantować. :)

Książka, jak i cały cykl, to typowa fantastyka drogi, w której bohaterowie pokonują kolejne mile, przeżywają zazwyczaj niebezpieczne przygody i przez to w większym bądź mniejszym stopniu zmieniają się. Największą zmianę można, oczywiście, dostrzec w Beniaminie. Mam wrażenie, że ten z pierwszej części, a ten z ostatniej to dwie zupełnie różne osoby. Ben stał się dojrzałym, logicznie myślącym mężczyzną, odważnym i szlachetnym przywódcą, a także oddanym i wspaniałym przyjacielem. Dorósł do roli przywódcy, co udowadnia niemal na każdym kroku.

W Ciężarze korony A. C. Cobble domyka wszystkie otwarte do tej pory wątki, więc czytelnik nie zostaje sam z niedopowiedzeniami, co moim zdaniem jest ogromnym plusem. W książce pojawia się dużo fragmentów walki, które zwiększają dynamizm fabuły, a niespodziewane skrzyżowanie stali między przyjaciółmi to istny smaczek nad smaczkami. 

Ciężar korony, jak i cały cykl, polecam osobom dopiero zaczynającym przygodę z gatunkiem, ale też fantastycznym wyjadaczom. Autor zaprasza czytelnika w sam środek historii o bohaterstwie, przyjaźni w klimacie fantasy miecza, w świat magii, walk i demonów. Po sześciu tomach nazwałabym Beniamina Ashwooda wspaniałym druhem, a same książki typowymi"comfort books". I wiem, że wkrótce do nich wrócę, co z pewnością jest najlepszą rekomendacją z możliwych. :)

10/10

Ciężar korony
A. C. Cobble
Wydawnictwo Fabryka Słów
Lublin-Warszawa 2023
Stron: 576

← Płonąca wieża

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu



Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Fabryka Słów z okazji nadchodzącej premiery Ciężaru korony mam dla Was cały pakiet Benka! Sześć tomów cyklu o Beniaminie Ashwoodzie A. C. Cobble'a już czeka na swojego nowego właściciela, dlatego nie zwlekajcie!

Naprawdę nie zwlekajcie ze zgłoszeniami, ponieważ to rozdanie jest takim turbo! Z racji, iż Ciężar korony jest ostatnim tomem cyklu, WYGRYWAJĄ 2 OSOBY! Tak, dobrze czytacie. Do zgarnięcia są aż DWA PAKIETY!

Jak wygrać?

→ zgłoś się w komentarzu pod postem

→ zaobserwuj bloga Pomistrzowsku

→ dokończ zdanie:

#kochamBenka lub chcę pokochać Benka za...

  

Można dodatkowo (będę wdzięczna ❤): 

→ zaobserwować Instagram i Facebooka (linki obok w menu)

→ udostępnić post z rozdaniem (na blogu, na ig, na facebooku, na twitterze, gdzie tylko chcecie)


Rozdanie trwa od dzisiaj, tj. od 01.04. do 10.04. do godziny 24 i odbywa się równocześnie na blogu, facebooku i instagramie. Rozstrzygnięcie nastąpi w ciągu tygodnia. Wysyłka wyłącznie na terenie Polski i wyłącznie paczkomatem. 

Pytania? :)

Jeśli wszystko jasne, to zapraszam do zgłaszania się!