Jak zapewne większość z Was zdołała zauważyć (tzn. przeczytać ramkę po prawej o tytule: uszanowanie!), od początku istnienia Pomistrzowsku skłaniałam się ku utworzeniu specjalnej SERII DYSKUSYJNEJ. Jeśli nie zwróciliście uwagi, to z pewnością tego postu już nie zdołacie przeoczyć - wielki czerwony napis powinien bić po oczach. I słusznie. :)

O co chodzi?


A o co innego może chodzić w dyskusji, jeżeli nie o rozmowę? Tak, moi drodzy, zamierzam ciągnąć Was za języki jak najmocniej się da i poznawać Wasze zdanie na temat... Cóż, wszystkiego dotyczącego literatury. 
Seria "Trochę o..." będzie kręcić się wokół książek, portali internetowych związanych z pisaniem/czytaniem/komentowaniem/recenzowaniem, forów internetowych, a czasami grup facebookowych, instagramów i miliona innych spraw mających związek z szeroko rozumianym pojęciem twórczości. 
Sami też proponujcie interesujące Was tematy, o których chcielibyście dowiedzieć się więcej oraz na które zamierzacie poznać opinię innych bloggerów. 

Dla kogo?


I to jest najlepsze, bo wziąć udział w dyskusji może KAŻDY. Wystarczy, że napisze komentarz pod postem - pamiętajcie, żeby dyskusja miała sens i cokolwiek wnosiła postarajcie się napisać przynajmniej cztery konstruktywne zdania. Liczy się każda opinia, czy to negatywna, czy pozytywna - macie prawo pisać, co naprawdę myślicie. Oczywiście, można (a wręcz należy!) wtrącać swoje trzy grosze pod odpowiedziami innych, można się kłócić, można przeklinać (jeśli kogoś poniesie, ale bez wyzwisk. :P), a przede wszystkim trzeba się dobrze bawić. :)


Kiedy?


Na tę chwilę kolejne odsłony będą pojawiały się dość nieregularnie, a co potem? Potem zobaczymy, jak się owa dyskusja przyjmie. Im więcej znajdzie się chętnych i czynnych uczestników, tym częściej będę podsyłać następne tematy.


Pierwszą odsłonę przewiduję już w następnym tygodniu, więc serdecznie zapraszam! W razie jakichkolwiek pytań, zapraszam do kontaktu pod spodem albo drogą mailową (e-mail znajdziecie w zakładce Kontakt). Chętnie posłucham też, czy macie ochotę na podobną zabawę, ogólnie jak się zapatrujecie i czy - przede wszystkim! - weźmiecie udział. :)

Dzisiaj pragnę zaprosić Was na wizytę do Piekła, na dwór Saetana, przez jednego zwanego Wielkim Lordem, a przez innego - tatą. Czemu akurat tam? Ano dlatego, że drugi tom sagi Czarnych Kamieni dzieje się głównie w odległych, czarcich czeluściach. 

Akcja Dziedziczki cieni toczy się parę lat po wydarzeniach z pierwszej części, Córki krwawych. Po zapadnięciu w śpiączkę po brutalnym gwałcie Jaenelle ląduje w domu Saetana, gdzie ten opiekuje się nią i adoptuje. Wymaga to wiele czasu oraz poświęcenia, aż wreszcie Jaenelle udaje się stanąć na nogi, a przeznaczenie zdaje się dążyć do spełnienia. Młodziutka dziewczyna przeistacza się w krnąbrną, ale też ciekawą świata dorosłego nastolatkę, z czym zarówno Wielki Lord, jego synowie, Książęta Wojowników, czy przyjaciel, największy eyrieński wojownik, muszą się zmierzyć. A ciężko utrzymać w jednym miejscu przyszłą Królową Krwawych, o której śnią Krwawi z dalekiego świata i którzy co noc przywołują ją w myślach.

A co u reszty bohaterów, zapytacie? Lucivarowi fartem udaje się zbiec, choć Daemonowi daleko do szczęścia: jego umysł rozbija się, przez co trafia do Wykrzywionego Królestwa, skąd nie da się wrócić w całości. Innymi słowy, jakby ktoś nie zrozumiał, Daemon oszalał.

Książka bogata jest w wiele humorystycznych momentów, w których autorka naśmiewa się z biednych rodziców dorastających dzieci, z ich dociekliwych pytań oraz zbyt prostego podejścia do życia. Oczywiście, dostajemy też masę brutalności, pożądanie rozlewa się między stronami, ponadto uczymy się także dobrego zachowania na dworach królewskich. Uwierzcie mi, jest w czym wybierać. 

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Dlaczego? Bo mogę, bo warto. :)

10/10

Dziedziczka cieni
Anne Bishop
Wydawnictwo Initium
2009
Stron: 432

← Córka krwawych


Trzecia część spektakularnej, wiedźmińskiej serii. A właściwie to pierwsza, jeżeli patrzymy przez pryzmat głównej fabuły, w której Geralt, Yennefer, królowie Północnych Królestw, Trybunał Czarodziei i, dodatkowo, nieznany uczestnik walczą o zdobycie Ciri - dziewczynki, sieroty, Dziecka Starszej Krwi czy Lwiątka z Cintry. 

Co mogę powiedzieć o Krwi elfów? Przede wszystkim: wiele się tu dzieje. Sapkowski prezentuje nam wielowątkową historię trzymającą w napięciu, czasami dorzuca fragmenty pełne tajemnic i nierozwiązanych zagadek (liczę na rozwinięcie w kolejnych tomach cyklu), a całość opiewa polami bitew, walkami czy przekleństwami. Najbardziej jednak urzekło mnie bogactwo oraz wielobarwność bohaterów. Tutaj każdy ma swoją rolę, własny, prawdziwy charakter. I odzywki - tych znajdziecie naprawdę dużo!

Już sam początek fascynuje. Mamy wizje przeszłości, Jaskra śpiewającego balladę o miłości, kłótnie pospólstwa... a także Geralta w funkcji ojca-opiekuna, pomagającego przy szkoleniu Ciri na wiedźminkę. Spokojną sielankę (mogłoby się tak wydawać, ale nauka wiedźmińskiego cechu jest wręcz odwrotnością sielanki i spokoju, tutaj obolałe ciało i zmęczenie znajdują się na porządku dziennym) przerywa nagły przyjazd Triss, czarodziejki. Owocuje to nowymi problemami. Nie tylko związanymi z aktualną sytuacją polityczną czy też z otwartym konfliktem Północy z Nilfgaardem, czyli najpotężniejszym cesarstwem na Południu, lecz również z samym dojrzewaniem dziewczynki. Dziewczynki z przepowiedni, z ogromną mocą i brakiem wykształcenia, równie dobrą, co groźną, jeśli znajdzie się w niepowołanych rękach.

Nie ma, co więcej mówić, Krew elfów trzeba przeczytać. Przyznam, że ze wszystkich przeczytanych do tej pory części, tą czytało mi się nad wyraz ciężko. Nie potrafiłam zespolić wątków, a niektóre w ogóle gdzieś uciekły - szczególnie we fragmentach pełnych spotkań i narad, gdzie nowe imiona popędzały nowymi imionami, których (nie oszukujmy się) nie dało się zapamiętać. Pocieszę Was jednak, bo im dalej się szło, tym całość stawała się jaśniejsza. I o wiele bardziej wyjątkowa.

8/10

Krew elfów
Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: Supernowa
Warszawa, 2014
Stron: 340

Miecz przeznaczenia ↔ Czas pogardy


J. K. Rowling uwielbiam od dziecka, od chwili, kiedy mama zabrała mnie do kina na Harry'ego Pottera i Kamień Filozoficzny. Potem nadeszły kolejne filmy, wreszcie książki, aż utonęłam w potterowskim świecie fanfiction. Po efekty zapraszam tu XXX ("auto"reklama dźwignią handlu).

Po pojawieniu się informacji o nowej powieści Rowling, tym razem skierowanej ku grupie dorosłych czytelników, niemal pobiegłam do księgarni. Niemal, bo tak naprawdę kupiłam ją z lewej ręki, po taniości. ;) Nieważne, liczy się treść. 

Co więc przedstawia Trafny wybór?

Historię niewielkiego miasteczka Pagford, gdzie każdy mieszkaniec otrzymał konkretną rolę: sklepikarz, żona, dyrektor, mąż, matka, uczeń czy radny. Radny, który niespodziewanie umiera, co skutkuje powstaniem tymczasowego wakatu. I tu zaczynają się schody, bo kandydatów jest wielu, a miejsce jedno. Oprócz czysto politycznych rywalizacji dostrzegamy też inne, typowe dla zwykłych ludzi, problemy. Szkolne niepowodzenia, pierwsze miłostki, matka-ćpunka, samookaleczanie... początki pedofilii? 

Rowling ładnie snuje opowieść. Im dalej w las, tym więcej dostrzegamy i robi się ciekawiej. Nie zraźcie się, ale przez pierwsze 200 stron historia jest nudna jak flaki z olejem. Akcja zaczyna się powoli, jednak kiedy wybuchnie, to na całego. Będziecie chłonąć każdą kartkę i każde słowo, obiecuję. 

Czy Rowling dobrze spisała się jako pisarka dla dorosłych? Nie wiem. Wiem za to, że nie był to "drugi" Potter. Sięgnę później po jej inną serię, napisaną pod pseudonimem Roberta Galbraitha, Wołanie kukułki. Ciekawe, czy mnie przekona?

6/10

Trafny wybór
J. K. Rowling
Wydawnictwo Znak
Kraków, 2012
Stron: 512
P.S. Po dyskusji na temat wyzwań czytelniczych ("Trochę o wyzwaniach czytelniczych") zrobiłam się hipokrytką i wbrew własnej opinii, dołączyłam do wyzwania na Granicach. Proszę, nie zlinczujcie mnie, ale pomyślałam, że można to traktować jako konkurs, więc... :P