Recenzja [3] - Rock'n'roll, baby!

By Ew - stycznia 21, 2020


Postanowiłam na moment uciec od tematu fantastyki i wkroczyć w świat pełen muzyki, tabletek nasennych, koncertów i studiów nagraniowych. W świat niezaprzeczalnego Króla rock'n'rolla, Elvisa Presleya. 

To, co widzicie na zdjęciu, to efekt kompresji dwóch książek w jedną. Jerry Hopkins, przyjaciel Elvisa i zarówno autor, chciał, by wyszło coś rzetelniejszego, i mimo odjęcia paru fragmentów oryginalnego tekstu, uzupełnił życiorys Presleya o informacje wychodzące tuż po publikacji poprzednich biografii. Dodatkowo pojawiło się tu mnóstwo interesujących wywiadów, które - moim zdaniem - wiele książce dodają.

Każda biografia cechuje się tym, że znamy jej zakończenie. Wiemy, że (akurat w przypadku Elvisa) umrze, pozostawiając za sobą niedosyt i wielką dziurę. Jeżeli ktoś nie wiedział, przepraszam za spojler. :) W biografiach stawiamy na poznanie początku oraz środka lektury, chcemy wiedzieć, jak żył, co go cieszyło, co smuciło i jakie miał powody, żeby zrobić to lub owo.

A Elvis posiadał zarówno wiele powodów do radości, jak i smutku. Dajmy za przykład debiut w Sun Records, od czego zaczęła się cała kariera piosenkarza. Poznanie nowych ludzi, zatracenie się w muzyce, w pieniądzach. Potrafią one jednak uderzyć do głowy, szczególne osobom wywodzącym się z biednych rodzin, więc skutkowało to popadaniem w skrajne emocje. Gdy Elvis nie mógł czegoś mieć (co naprawdę rzadko się zdarzało), złościł się, obrażał i zachowywał jak rozwydrzony bachor. Ciekawe, nie? Kto by się spodziewał, że osobistość światowa, od której wywodzi się cały rockowy, metalowy, etc. świat, trzaskał drzwiami, kiedy ktoś go zirytował? 

Przez ponad 460 stron otrzymujemy możliwość lepszego poznania człowieka, za którym szalały tłumy nastolatek. I nie tylko, parę "starszych" pań również by się znalazło. Kiedy Elvis dawał koncert, kobiety mdlały, podobno tak obnosił się własnym seksapilem. 

Jerry Hopkins mocniej skupia się na relacjach łączących Elvisa z kręcącymi się w pobliżu "przyjaciółmi", jak zwykł nazywać ich Presley. Lepiej poznajemy kulisy małżeństwa z Priscillą, a także Pułkownika, bez którego - nie oszukujmy się - Elvis z pewnością nie zasłynąłby na skalę międzynarodową.

Wszystko ładnie, pięknie, a minusy, zapytacie? Jedyne, co znacznie rzuciło się w oczy, to fakt, że autor na siłę próbuje wychwalać piosenkarza. Za złe bądź nieodpowiedzialne uczynki całą winę zrzuca na innych, jakby Elvis stał ponad prawem, bez winy i biedny, że ludzie wokół robią z nim, co chcą.  W miarę czytania bezkarność zaczynała razić, przynajmniej mnie. Chciałam krzyknąć: zamknij się, Elvis nie był taki święty, ph!

A poza tym biografię polecam, szczególnie osobom zainteresowanym korzeniami muzyki. Bo, co jak co, ale bez Elvisa słuchalibyśmy samych... szitów. :)

7/10

Elvis. Król rock'n'rolla
Jerry Hopkins
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wrocław, 2013
Stron: 472

  • Share:

Zobacz też

17 comments

  1. Ja nie przepadam za biografią, ale na pewno przypadnie ona do gustu wielbicielom gatunku oraz zainteresowanym tematem. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. Poza tym wiadomo, że czyta się biografie osób, które znamy, szanujemy lub lubimy. Nikt raczej nie sięgnie po biografię nieznanej osoby. :) Chociaż w sumie byłoby to dość niezłe wyzwanie czytelnicze? :P

      Usuń
  2. Lubie czytać biografię swoich ulubionych poetów, autorów, ogólnie twórców. Może kiedyś znajdę czas na tę książkę.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze - moim zdaniem - biografie to te piosenkarzy lub zespołów. Oni duuużo robią w życiu, toteż biografie są ciekawsze. :)

      Usuń
  3. Biografie zawsze do mnie przemawiają i staram się zawsze z nich coś dla siebie wyciągnąć. Przeżycia jednej osoby, mogą być dobra lekcją dla drugiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ale wątpię, czy coś można wyciągnąć z życia Elivsa. No, chyba że się umie śpiewać. :)

      Usuń
  4. Biografii nie czytam, ale dla Elvisa jestem skłonna zrobić wyjątek. Uwielbiam brykać przy jego rock and rollach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zdecydowanie musisz przeczytać tę książkę! Dużo tu "Hound dogów" i "rockowych jailhousów". :P

      Usuń
  5. Lubię biografie, potrafią być bardzo inspirujące! Wspaniała recenzja :)
    Pozdrawiam ciepło ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie biografie inspirują, a niektóre wręcz nużą. Trzeba trafić na dobrą, a ta powyżej, była dobra. :) Dziękuję.

      Usuń
  6. Nie jestem fanką biografii ale jeśli już sięgnę to po życie kogoś kto mnie zaciekawia. O Elvisie oglądałam dokument powieść nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba lubić osoby, by o nich czytać. Inaczej to nudne i bezcelowe, dlatego rozumiem. :)

      Usuń
  7. Chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o Elvisie, choć trudno mnie nazwać wielką fanką tego artysty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie polecam, bo z książki dowiadujemy się mnóstwa informacji o Elvisie. Nawet takich, o których nie wspomina Wikipedia. :P

      Usuń
  8. Nie lubię jak ktoś np. uważa się za niewiadomo kogo a wszyscy dookoła są 'nikim'. Tutaj autor nie postarał się jeśli chodzi o zachowanie Elvisa i jego światopogląd, ale myślę, że ksiażkę warto znać ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Twoich słów wnioskuję, że również przeczytałaś tę książkę? :)

      Usuń
  9. Sama nie planuję czytać, ale zapiszę sobie tytuł i nazwisko autora, by polecić tę książkę komuś z rodziny, kto jest fanem Elvisa. :)

    OdpowiedzUsuń