Cześć!

Ostatnie miesiące są ciężkie. Wręcz wyniszczające psychicznie, dlatego czytanie zeszło na dalszy plan, co pewnie zauważyliście po małej częstotliwości dodawania postów okołoksiążkowych i recenzji. Cóż, niestety, takie bywa życie, a jednak książki to moje drugoplanowe zajęcie, któremu oddaję się w wolnej chwili, a nie z konieczności. :) 

Po tym lekko depresyjnym wstępie  może przejdę do meritum. A mianowicie: w lipcu przeczytałam tylko 5 książek, z czego większość raczej przesłuchałam (w niektórych przypadkach weszły w grę nawet syntezatory, co było ciężkie). :) Dało to łącznie 2206 stron. 

Co przeczytałam?

La Bestia Przemysław Piotrowski (recenzja wkrótce)
Let me know Zuzanna Wólczyńska (recenzja tutaj)
Akademia Dobra i Zła. Upadek Soman Chainani (recenzja tutaj)
Jaśminowy tron Tasha Suri (recenzja wkrótce)
Gwiazdy i cienie Marie Lu (recenzja tutaj)

Ponadto w lipcu na Pomistrzowsku pojawił się post na Dzień Czekolady o Słodkich książkach. Jeśli chcecie zerknąć, jakie uroczo-słodkie książki wam polecam, to klikajcie w grafikę poniżej.


A jak minął Wasz lipiec? Macie wakacje/urlop? :)

 
PREMIERA 20.06.2023

Rzeki Londynu autorstwa Bena Aaranovitcha to pierwszy tom cyklu o policjancie Peterze Grantcie. Książka swoją premierę na świcie miała zgoła dawno, ponieważ w 2011 roku, a w Polsce w 2014 roku, lecz po dwóch tomach, niestety, zaniechano publikacji kolejnych części. Na szczęście prawie dziesięć lat później wydawnictwo Zysk i S-ka wzięło sprawy w swoje ręce, dzięki czemu Polacy aktualnie mogą cieszyć się wznowieniem całej historii. :)

Zacznijmy jednak od początku. Peter Grant wkracza do opowieści w momencie kończenia swego rodzaju stażu policyjnego, gdzie z typowego "funkcjonariusza ulicznego" ma szansę dostać posadę w bardziej interesujących, dających wiele możliwości wydziałach, takich jak na przykład wydział zabójstw. Zanim jednak do tego dojdzie razem z zawodową partnerką (choć Peter wielokrotnie wspomina, że ma nadzieję na coś więcej) muszą patrolować nocą ulicę, gdzie wcześniej popełniono brutalne morderstwo dekapitacji. Niespodziewanie Peter dostrzega ducha. I to nie byle jakiego, ponieważ ten okazuje się świadkiem zbrodni!

W ten zabawny i nieco przerażający sposób Peter odkrywa u siebie zdolności magiczne. Razem z inspektorem Nightgallem - przełożonym, gdy mowa o statusie policyjnym, oraz mistrzem w związku z udziałem magii - próbuje rozwiązać kryminalną, podpartą nadnaturalnymi zjawiskami tajemniczą zbrodnię. 

Chwila! Powiedziałam zbrodnię? Miałam na myśli cały wysyp kolejnych morderstw!

Rzeki Londynu to błyskotliwa urban fantasy łącząca genialny brytyjski humor, mnóstwo elementów magicznych, dynamiczną akcję oraz ultraciekawą sprawę kryminalną. Ben Aaronovitch wprowadza czytelnika w samo serce wydarzeń, od których ciężko uciec - są tak wciągające. Każdy rozdział śledziłam z głębokim zaangażowaniem emocjonalnym, ponieważ już od samego początku zżyłam się z bohaterami.

Zwłaszcza z Peterem, który w zupełności nie przypominał bohatera idealnego. Powiedziałabym, że chłopak miał więcej szczęścia niż rozumu, przez co wielokrotnie wplątywał się w zabawne sytuacje. Kilka razy dosłownie parsknęłam śmiechem. Uwielbiałam go za jego niezdarność, milion myśli na minutę albo niski poziom umiejętności kontaktowania się z innymi ludźmi. 

Bardzo podobało mi się to, że cały magiczny świat czytelnik poznawał na równi z Peterem: powoli, od podstaw, każdorazowo przeżywając szok na wieść o istnieniu wampirów, bóstw czy innych nadnaturalnych "potworów". Peter nie był też orłem magii, więc nauka szła mu dość mozolnie, dzięki czemu zyskiwał na realności, co ogromnie cenię w dobrej fantastyce.

Jedyną wadą, za którą odjęłam punkt w ostatecznej ocenie, było samo zakończenie. Zrobiło mi się przykro, kiedy okazało się, że domyśliłam się zawiązania jednego wątku (kryminalnego), jednak autor i tak rozpisał je niezwykle umiejętnie, dlatego nie czułam aż tak dużego zawodu. Poza tym postać Petera kompletnie mi to wynagrodziła. 

Podsumowując, Rzeki Londynu Bena Aaronovitcha to lektura, którą polecę każdemu bez wyjątku. Historia jest porywająca, ma wspaniałych, nieco wadliwych bohaterów oraz cudowny humor - wszystko to sprawi, że oderwanie się od książki graniczy z cudem. Rzeki Londynu to wspaniały wstęp do dalszych przygód Petera, na jakie czekam z niecierpliwością. 

9/10

Rzeki Londynu
Ben Aaronovitch
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Warszawa 2023
Stron: 424

→ Księżyc nad Soho


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu

 
PREMIERA 14.06.2023

Rafal i Rhian, bliźniacy oraz aktualni dyrektorzy Akademii Dobra i Zła, zrobią wszystko, by pozostać na stanowiskach i by szkoła z powrotem szczyciła się świetnością i prestiżem. Tonący jednak brzytwy się chwyta, dlatego postanawiają zakraść się do miasteczka niemagicznego w celu porwania dwóch nowych, ludzkich uczniów. Wszystko byłoby dobrze, gdyby kilka sytuacji nie wymknęło się spod kontroli. Ostatecznie do Akademii przybywa wyłącznie jeden uczeń, Midas, który pragnie jedynie wrócić do domu.

W międzyczasie Jakub Hak razem z Aladynem, księżniczką Kymą oraz paroma innymi ziomkami podróżuje do Nibylandii, by obalić tamtejszego władcę - Piotrusia Pana. Powiedzieć, że on i jego załoga wpadną w wiele zasadzek, stoczą niebezpieczne bitwy, popadną w niewolę czy zwiedzą mnóstwo miejsc, to jak nie powiedzieć niczego. 

Czy braciom uda się ocalić szkołę i jej uczniów? Komu będzie należała się rola dobrego, a komu złego dyrektora? Kim okażą się prawdziwi przyjaciele, skorzy do pomocy? I jakim cudem Midas nagle zaczął zamieniać wszystko w złoto?

Jeśli chcesz pozna odpowiedzi na powyższe pytania, koniecznie przeczytaj Akademię Dobra i Zła. Upadek autorstwa Somana Chainaniego. Drugi tom prequelu ponadto zaoferuje ci mega zakręconą fabułę, pełną akcji i jej zwrotów. Tak jak ja, zakochasz się w genialnym baśniowym klimacie, a zakończenie, którego nie spodziewasz się aż do samego końca, sprawi, że od razu zapragniesz poznać główny cykl (oczywiście, o ile wcześniej go nie czytałeś). Zaznaczę jednak, że najpierw warto byłoby sięgnąć po pierwszy tom prequelu, czyli Początek; recenzję znajdziesz, klikając tutaj. 

Największym atutem powieści jest według mnie intrygująca umiejętność autora do kreowania realistycznych, charakternych i potrafiących niejednokrotnie zaszokować własnymi wyborami bohaterów. Nie mam na myśli wyłącznie Rhiana czy Rafala. Soman Chainani tchnął życie nawet w te poboczne, niemalże trzecioplanowe postacie. Odniosłam wrażenie, że tutaj każdy miał coś do powiedzenia, coś do zagrania, udowodnienia czy zaprzeczenia, nawet jeśli pojawił się na zaledwie trzech stronach książki. 

Jak wspomniałam wcześniej, w Akademii Dobra i Zła czytelnik zderzy się z niezwykłą, baśniową atmosferą, która będzie towarzyszyć od początku do samiutkiego końca. Pojawi się wiele smaczków, w tym bohaterowie, jakich zna się z dziecięcych bajek, choć w różnym i często bardziej dojrzałym wydaniu. 

Jedynym minusem historii była jej przesadna dynamiczność. Wszyscy ciągle coś kombinowali, nagminnie się gdzieś spieszyli, coś robili. W pewnym momencie zauważyłam, że zasuwam wzrokiem po tekście, jakbym biegła na maratonie. Czułam się zmęczona i otępiała. Brakowało mi kilku momentów na oddech, jakiejś rozmowy czy - nie wierzę, że to napiszę - powolnego opisu. 

Magia, nadnaturalne stworzenia, wróżki, przewidywania przyszłości, piraci, syreny, mitologie czy nawet olbrzymy i nałożone na nich uroki - to i jeszcze więcej już czeka. Wystarczy, że otworzycie książkę, a cały baśniowy świat Akademii Dobra i Zła stanie przed wami otworem. Polecam z całego serca! :)

8/10

Akademia Dobra i Zła. Upadek
Soman Chainani
Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2023
Stron: 352

← Akademia Dobra i Zła. Początek


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu
 
PREMIERA 14.06.2023

Kiedy z dnia na dzień twój najlepszy przyjaciel wyjeżdża, a ty zostajesz sama, ciężko ci się pozbierać i na nowo odnaleźć w ponurej rzeczywistości. Zwłaszcza kiedy każdą, choćby najmniejszą rzecz, robiliście razem. W tak smutny sposób los postanawia zadrwić z Bee, głównej bohaterki Let me know, debiutanckiej powieści Zuzanny Wólczyńskiej. 

Bee od dziecka przyjaźni się z sąsiadem Noah. Są nierozłączni, o czym wie chyba każdy mieszkaniec Santa Monica. Wspólne nocowanie w ogrodzie pod namiotem, objadanie się kwaśnymi żelkami i picie Dr Peppera, pizza z ananasem czy coroczne świętowanie festiwalu na plaży związane z puszczaniem lampionów w nocne niebo to ich chleb powszedni. 

Do czasu, aż rodzice Noah nie postanowią wyprowadzić się do Chicago. Mało prawdopodobne, że tak nierozerwalną przyjaźń podzieli odległość. A jednak. Kilka tragicznych wydarzeń sprawia, że Bee jak i Noah tracą wiarę we własne oddanie. Kontakt się urywa. 

Dopiero po kilku latach Bee jest w stanie normalnie funkcjonować. Zawiera nowe znajomości, zaczyna spotykać się z chłopakiem... Aż pewnego dnia niespodziewanie Noah wraca. Czy świat Bee na nowo wywróci się do góry nogami? Czy przyjaźń zakwitnie na nowo? A co jeśli już nie są tymi samymi, beztroskimi małolatami i aktualnie dogadanie się będzie niemożliwe?

Let me know to sympatyczna, przyjemna młodzieżówka, która fabularnie skupia się na relacji między Bee a Noah. W historii występuje kilka dodatkowych wątków, lecz w rzeczywistości niczego one nie wnoszą. Styl Zuzanny Wólczyńskiej jest lekki i przyjemny, dzięki czemu książkę czyta się zawrotnie szybko. 

Podobało mi się, że autorka nie zrobiła z bohaterów osób idealnych. Zarówno Bee, jak i Noah mają wady (i to sporo), dzięki czemu ich zachowania, charaktery czy wybory wypadały bardziej realistycznie. W Let me know pojawiły się również przeskoki między latami, co z jednej strony było intrygujące (bohaterowie jako małe dzieci wydawały się niezwykle urocze), ale z drugiej wprowadzało odrobinę chaosu. Na szczęście każdy taki przeskok czasowy obarczony był dokładną datą, więc summa summarum dało radę się nie pogubić.

Mimo tylu zalet Let me know jednak nie do końca przypadło mi do gustu. Nie potrafiłam kompletnie zżyć się z bohaterami, nie polubiłam ich. Irytowały mnie również nagminne rozważania Bee o zachowaniu Noah, a co się z tym wiązało - jej wahania nastrojów: wściekłość, bo ją porzucił, współczucie, bo przecież umarł mu ojciec, zazdrość, udawanie niedostępnej, aż ostatecznie ogromny smutek, bo przecież! Noah ją porzucił, a jak śmiał?! Co z tego, że to rodzice chłopaka o tym zdecydowali, a on nie miał nic do gadania...

Tak będąc zupełnie szczerą, to gdyby wyrzucić połowę treści z książki, i tak w fabule niczego by to nie zmieniło. Sprawiło to, że podczas czytania się po prostu nudziłam. 

Czy polecam? Może. Jeśli lubicie historie kręcące się wokół relacji między głównymi bohaterami, obfitującej w całą kakofonię emocji, to polecam. Nie gwarantuję jednak, że z tego wyjdzie wielka, bezwarunkowa miłość. Let me know to interesujący pokaz umiejętności debiutującej autorki, a także lekka i sympatyczna opowieść dla młodszych, ale nic więcej. Przykro mi.

5,5/10*

Let me know
Zuzanna Wólczyńska
Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2023
Stron: 400


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu
*dam 5,5/10, bo to właściwie debiut, a naprawdę nie było aż tak źle. Autorka ma potencjał