Uprowadzona jest drugim tomem znanej na cały świat trylogii Dziewięć żyć Chloe King, której fabuła toczy się bezpośrednio po Upadłej. Autorka wreszcie rzuca nam odrobinę światła na niewyjaśnione wątki i odpowiada na pytania pozostałe po poprzedniej części. Choć po przeczytaniu mam jeszcze większy mętlik w głowie niż wcześniej. 

Dlaczego? Już śpieszę z wyjaśnieniem!

Na samym początku Uprowadzonej Chloe budzi się w nieswoim pokoju, w miejscu pełnym nieznajomych ludzi, w towarzystwie których czuje się nadzwyczaj swobodnie. Wreszcie poznajemy kim lub czym jest Chloe. Dowiadujemy się trochę o przeszłości głównej bohaterki, powoli zaczynamy rozumieć, skąd wzięły się supernaturalne zdolności, w tym posiadanie dziewięciu żyć, a pochłonięci przez nową wiedzę, postanawiamy uciec od świata rzeczywistego (ludzkiego). Chloe nie wraca do matki, nie chodzi też do szkoły, a z Amy i Paulem rozmawia jedynie od czasu do czasu przez telefon. Zostaje pochłonięta przez swoich pobratymców, przez swoją rasę.

Chloe jednak nie potrafi całkowicie odciąć się od rodziny, przyjaciół czy od przeklętej miłości,  od Briana. Parokrotnie ucieka z azylu, co skutkuje odkryciem kart - przynajmniej połowicznie. Na jaw wychodzi przykra prawda. Pobratymcy mogą mieć za pazurami więcej brudu niż po polowaniu na dzikiego jelenia. 

I wtedy rodzi się pytanie zakończone największym znakiem zapytania: co z matką Chloe?

Druga część jest zdecydowanie lepsza od pierwszej. Akcja goni akcję, dostajemy odpowiedzi na wcześniej zadane pytania. Poznajemy wiele nowych bohaterów (nawet takich z uszami i kocimi oczami). A co najważniejsze - nie ma czasu na nudę. Przyznam, że Uprowadzoną przeczytałam w moment, tak pochłonęło mnie fantasy dla młodzieży. Do młodzieży, pragnę zaznaczyć, nie należę. Wniosek narzuca się sam: trylogia o Chloe King i jej dziewięciu życiach jest dla każdego bez wyjątku, o ile zamierza spędzić wieczór z interesującą powieścią pełną zwrotów akcji i oryginalnych, nietuzinkowych wątków.

8/10

Uprowadzona
Liz Braswell
Wydawnictwo Filia
Poznań 2013
Stron: 280

Upadła ↔ Wybrana

 

Romansów na rynku wydawniczym istnieje na pęczki, dlatego bardzo ciężko trafić na te rzetelne i interesujące. Osobiście wychodzę z założenia, że w takiej sytuacji najbardziej opłaca się sięgać po powieści napisane przez znane nazwiska. Tak oto w moje ręce trafiła książka Nory Roberts. Autorki ponad dwustu romansów oraz harleguinów zapewne przedstawiać nie trzeba. Niemniej, dodam, że Amanda jest moim pierwszym kontaktem. Jeśli chcecie wiedzieć, czy udanym, zapraszam do dalszej recenzji. :)

Tytułowa Amanda to jedna z czterech sióstr Calhoun, o których Roberts napisała cały cykl, każdej siostrze poświęcając osobną książkę w celu dokładnego przedstawienia jej miłosnej historii.  Z tego, co wiem, pierwsza część dotyczyła Catherine, a Amanda jest bezpośrednią kontynuacją. Zdradzę jednak, że wcześniejsze wydarzenia prawie nie łączą się z aktualną fabułą, więc czytanie nie po kolei w żadnym stopniu nie wpływa na zrozumienie treści.

Amanda jest kobietą wiedzącą, czego chce od życia. Twardo stąpa po ziemi, a wszystko zawsze skrupulatnie planuje, nie pozwalając spontaniczności dojść do głosu. Nie może się więc doczekać aż koncept przerobienia części rodzinnego domu w elegancki pensjonat się urzeczywistni. Zwłaszcza że jako asystentka kierownika innego hotelu na wyspie, zdobyła nie lada doświadczenie, a praca związana z prowadzeniem przybytku to jedno z marzeń Amandy. Marzeń, które powoli zaczynają się ziszczać. 

Do przebudowy domu potrzeba jednak zdolnego architekta, który będzie potrafił przekształcić rozpadający i zaniedbany budynek w ekskluzywne apartamenty z jednoczesnym pozostawieniem klimatu początku lat XX wieku. Na drodze Amandy staje więc Sloan O'Riley - Teksańczyk, typowy mężczyzna z krwi i kości z kapiącym wszędzie testosteronem, a przede wszystkim kompletne przeciwieństwo dziewczyny. Życie Amandy nagle przestaje być spokojne, a na co dzień opanowana kobieta wydaje się tracić rezon. Już dawno nikt nie irytował jej bardziej niż ten krnąbrny, dziecinny, zawadiacki babiarz. Jak to zwykle bywa, jedne emocje prowadzą do powstania drugich, więc nic dziwnego, kiedy niespodziewanie między tą dwójką pojawiają się iskry.

W międzyczasie Amanda zajęta jest przeszukiwaniem starych pamiętników po prababci w celu odnalezienia bardzo wartościowego naszyjnika z szafirem. Sęk w tym, że znajdzie się paru innych cwaniaków zainteresowanych zdobyciem rodzinnych klejnotów Bianci Calhoun za wszelką cenę. Amandę czeka walka nie tylko o pamiątki przeszłości, ale także o miłość, zaufanie i postawienie wszystko na jedną kartę. Choć czy zazwyczaj opanowana i ułożona dziewczyna będzie potrafiła wprowadzić do swego życia tornado w postaci Sloana?

Seria o siostrach Calhoun w Polsce po raz pierwszy ukazała się w roku 1991. Niedawno wydawnictwo HarperCollins postanowiło stworzyć kolejne wydanie, tym razem z dwóch książek, robiąc cztery. Moim zdaniem lepiej sprawdzała się poprzednia forma, bo sama historia Amandy jest dość krótka. W połączeniu zaś z opowieścią Catherine mogłaby wyjść z tego książka, w jaką dałoby radę mocniej się wciągnąć. Teraz zanim czytelnik wkręci się w fabułę, wita go koniec. 

Amanda nie należy do wymagających lektur, a przedstawiona historia wydaje się totalnie zwyczajna. Wielokrotnie spotykałam się z miłością zrodzoną z uprzedzenia, poprzetykaną najróżniejszymi docinkami oraz brakiem zaufania. Główny wątek więc jest jednym wielkim schematem, a szkoda. Na szczęście w książce znajdujemy również wątki poboczne, które powinny zasłużyć na większą uwagę. Szukanie naszyjnika w starych dokumentach było bardzo ciekawe, ponieważ Nora Roberts pokazała parę wyrwanych stron z pamiętnika Bianci (prababcie Calhoun). Dało się poczuć klimat początku XX wieku. Warto wspomnieć także o motywie złego charakteru, który za wszelką cenę pragnie zdobyć ukryty skarb, albo o zaledwie wtrąconej historii nieudanego związku Suzannah - jednej z sióstr. Na szczęście myślę, że to ostatnie należy traktować jako wstęp do naprawdę dobrej, bogatej w uczucia opowieści.

Co do bohaterów, to byli przeróżni i jak to zwykle bywa, jedni podobają się bardziej niż inni. Główna para, czyli Amanda i Sloan, niekoniecznie mnie sobą zauroczyli, ale na przykład ciotka Coco wypadła świetnie. W książce gra lekko postrzeloną, wierzącą w symbole i znaki z niebios kobietę, dla której najważniejsze jest dobro bratanic i która wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Wiele śmiesznych dialogów prowadziła właśnie Coco, co stało się ogromnym urozmaiceniem.

Muszę dodać, że końcówka jest kompletnie przewidywalna, ale to ze względu na gatunek, nie konkretną książkę. Wszak czego można oczekiwać po romansie jak nie romansu? :)

W kliku słowach podsumowania: Amanda to niewyróżniający się na tle innych romans, który ani nie powala na kolana i nie wywołuje efektu wow, ani nie sprawia zawodu. Ot, normalna miłostka czytana bez motylków w brzuchu. Polecam na nudne wieczory, kiedy nie wiadomo co zrobić z czasem, bo historia - co jak co - ale wciąga do tego stopnia, że czyta się ją dosłownie na raz. Może inne części serii o siostrach Calhoun okażą się mocniej zaskakujące i mniej schematyczne.

5,5/10

Amanda
Nora Roberts
Wydawnictwo HarperCollins
Warszawa 2020
Stron: 224 


Za możliwość przeczytania dziękuję Portalowi

 

Veronicę Roth pewnie kojarzycie z popularnej serii Niezgodna, która pojawiła się również na wielkich ekranach kin. Kiedy usłyszałam, że wydawnictwo Media Rodzina planuje wydać kolejną książkę autorki, nie mogłam się powstrzymać, by Wam jej nie polecić. 

Pierwszy tom nowej dylogii nosi tytuł Wybrańcy i jest skierowana dla młodych dorosłych (young adult). Łapcie opis:

„Wybrańcy” zaczynają się tym, czym inne powieści się kończą – zwycięstwem bohaterów nad potężnym przeciwnikiem. Bowiem piętnaście lat wcześniej piątka zwykłych nastolatków została wskazana proroctwem do walki z Mrocznym – potężnym bytem niosącym zniszczenie Ameryce. Mroczny zrównał z ziemią całe miasta i zamordował tysiące ludzi. Wybrańcy, bo takie miano zyskała piątka nastolatków, poświęcili wiele, by go pokonać. Po upadku Mrocznego świat wrócił do normalności… dla wszystkich poza nimi. Bo co można zrobić, jeśli jest się celebrytą z magicznym wykształceniem, kiedy nie ma już na nie zapotrzebowania? Ale czy na pewno? 
W sposób niezrównany, nowatorski i niesamowicie wciągający Veronica Roth wraca do swoich korzeni. Korzystając z najlepszych elementów takich gatunków, jak urban thriller, science fiction i fantasy, tworzy silną bohaterkę, Sloane Andrews, która jest gotowa poświęcić wszystko w walce o przyjaźń i… miłość.


PREMIERA 13.01.2021

Myślę, że to będzie wyśmienita uczta zarówno dla emocji jak i wyobraźni. To jak? Sięgniecie? Macie w planach? Czytaliście w ogóle inne serie autorki? :)


Zrobiłam szybki research i zauważyłam, że na stronie EMPIKU można kupić Wybrańców przedpremierowo i to za niecałe 29 zł! Cena detaliczna wynosi prawie 45 zł, więc to naprawdę świetna promocja. :)

⟶ KLIKNIJ TUTAJ, BY PRZEJŚĆ NA STRONĘ EMPIKU

 

Nie zamierzam ukrywać, że Anne Bishop to jedna z moich ulubionych autorek fantasy. Na swoim koncie posiada już wiele serii, w tym kilkanaście popularnych na cały świat tytułów znajdujących się na listach bestsellerów. Przede wszystkim powinniście kojarzyć Bishop z Czarnych Kamieni (recenzowałam Córkę krwawych (recenzja) oraz Dziedziczkę cieni (recenzja)) albo z serii Inni, ale napisała też nieco mniej znane: Efemerę czy właśnie Tir Alainn, dla którego tutaj jestem. Ze względu na mającą niedawno miejsce polską premierę drugiego tomu, postanowiłam przyjść do was z recenzją pierwszego - co by wiedzieć, co w trawie piszczy. Jeśli jesteście ciekawi, jak wpadłam po uszy, zanurzając się w niesamowicie wciągającej, zabawnej i wzruszającej historii, to zapraszam. :) 

Filary świata to wielopoziomowa opowieść, w której główną rolę odgrywają Fae - Dzieci Matki, rody zamieszkujące magiczną krainę Tir Alainn, do której prowadzą jedynie lśniące drogi. Fae czują się wybrani, a wszystko, co nie dotyczy ich bezpośrednio, traci jakiekolwiek znaczenie. Kompletnie nie mieszają się z ludźmi, traktując ich jak zabawki, z jakimi można jedynie współżyć od czasu do czasu. Nie przejmują się dosłownie niczym, a ciężar trudnych zadań wolą zrzucać na inne barki. Wpadają więc w panikę, kiedy okazuje się, że Tir Alainn zaczyna znikać, a kolejne klany po prostu gasną. Dianna, Tropicielka, Pani Księżyca, a jednocześnie jedna z najważniejszych Fae, musi koniecznie poznać prawdę i zniwelować przyczyny zamykania dróg, nim całe Tir Alainn rozpłynie się w nicości.

Zamieszkująca Brightwood Ari, wiedźma żyjąca samotnie w domu należącym do rodziny od pokoleń, stara się udawać normalną. Przypadek chce, że wplątuje się w magiczną klątwę, której odczynienie (bądź zlekceważenie) przyniosłoby wyłącznie kłopoty. Ma podarować duszę i ciało pierwszemu napotkanemu mężczyźnie w czasie Letniego Księżyca i trwać z nim aż do nowiu księżyca. Kiedy na ścieżce spotyka zaledwie konia, czuje się uratowana, bo udało jej się obejść zaklęcie. Jak się okazuje, niezupełnie, bowiem pod prawdziwą postacią zwierzęcia kryje się sam Światły, niebezpieczny Pan Ognia. Czy Fae będzie umiał wyzbyć się uprzedzeń do człowieka? A czy serce Ari otworzy się na nowe doznania i uczucia?

W międzyczasie do Sylvalanu przyjeżdża sam Młot na czarownice, Mistrz Inkwizycji, Adolfo, którego życiowym celem jest wyrżnięcie wszystkich wiedźm. W wolnych chwilach z kolei próbuje naprawić resztę kobiet, nakłaniając ich mężów/braci/ojców do zakładania specjalnego popręgu na twarz, by zamiast pyskatej, narwanej i walczącej stała się potulną niewiastą znającą swoje miejsce. Wszak tylko bolesna śmierć i katowanie sprawią, że żałuje się popełnionych grzechów...

Filary świata to historia przepełniona magią, dosłownie i w przenośni. Czytelnik zostaje porwany w wir wydarzeń, a uwolniony dopiero po dobrnięciu do ostatniej strony. Książkę pochłonęłam w niecałe dwa dni, w ciągu których żyłam jedynie problemami i miłostkami bohaterów. Zakochałam się w ciepłej, niewinnej Ari, rozsądnej Zbieraczce Dusz, Morag, czy opiekuńczym Neallu. Z kolei przedstawiciele Fae doprowadzali mnie do szewskiej pasji, ponieważ zachowywali się jak rozpieszczone dzieciaki niezwracające uwagi na nic, co znajduje się dalej niż ich nosy. 

W książce panuje emocjonalny miszmasz (co można też wywnioskować z moich powyższych słów), bo w zależności, z czyjej perspektywy czytamy, tak właśnie się czujemy. Kiedy śledzimy losy Młota na czarownice, czujemy ból i cierpienie torturowanych wiedźm. I wściekłość, ponieważ w Filarach świata kobiety traktowane są gorzej niż zwierzęta. Obserwując wydarzenia z perspektywy Ari czy Morag, otrzymujemy całą gamę radości, niepewności i powoli kiełkujące zalążki miłości. 

Fabuła została genialnie poprowadzona. Nie znalazłam ani jednego zgrzytu czy niepasującego do całości fragmentu. Autorka wszystko doskonale przemyślała, a kolejne rozdziały nieubłaganie prowadziły do wstrząsającego finału. Chyba właśnie za to uwielbiam Bishop - za zdolność operowania językiem oraz za sposób, w jaki buduje napięcie.

Warto wspomnieć również o szerzeniu nienawiści do kobiet. W książce płeć piękna ma odkrywać jedynie rolę nic nieznaczących ciał stworzonych wyłącznie na potrzeby mężczyzn - oczywiście, w założeniu głównych czarnych charakterów. W rzeczywistości Bishop doskonale pokazuje, jak silne i bezwzględne potrafią być kobiety, kiedy ktoś zagraża im bądź ich rodzinie. W pierwszym tomie Tir Alainn ofiary stają się oprawcą.

Filary świata to idealna książka, którą serdecznie polecam. Dawno nie czytałam tak świetnej propozycji z działu fantastyki. Jestem wręcz przekonana, że spodoba się zarówno fanom, jak i laikom stroniącym od gatunku. Poza nietuzinkową, wciągającą fabułą pełną akcji czytelnicy otrzymają też ogrom satysfakcjonujących rad pozwalających wysunąć wartościowe wnioski. Filary świata naprawdę uczą, zwłaszcza tego, że nie powinno oceniać się drugiego człowieka po tym, jak wygląda i przez pryzmat plotek, a po sposobnie zachowania oraz dobroci serca. Ja jestem zachwycona, myślę, że Wy też będziecie. :)

10/10

Filary świata
Anne Bishop
Wydawnictwo Initium
Kraków 2019
Stron: 528


Światło i Cienie →