PREMIERA 28.09.2020

Wiele ludzi uważa technologię za zło - ogłupiające działanie Internetu, strony o treści brutalnej, przemoc słowna, wpływanie na psychikę, uzależnienie. Mortka w kolejnej części cyklu o Miasteczku Nonstead, czyli Hellware, udowadnia, że wszelkie nowinki technologiczne to rzeczywiście sprawka samego diabła. Czy raczej demona.

Niedawno miałam okazję poznać pierwszy tom, czyli Miasteczko Nonstead (recenzja tutaj), po którym bez myślenia sięgnęłam po kontynuację.

Już sam początek Hellware wprowadza czytelnika w specyficzny klimat pełen niedopowiedzeń oraz niejasności, gdzie wydarzenia zostały ściśle owiane tajemnicą. Nathaniel McCarnish po ponad dwóch latach nagle wybudza się z transu. Już nie jest znanym pisarzem, piorunującym debiutantem czy literackim odkryciem roku - teraz myje kufle w pubie. Nie pamięta, co się działo, a jedynie chwilowe przebłyski świadomości pozwalają wejrzeć w przeszłość. To właśnie wspomniane przebłyski sprawiają, że kształt ukochanej nabiera wyrazistości - okazuje się, że Fiona znowu przepadła niczym kamień w wodę. 

A co się stanie, gdy niespodziewanie okaże się, że Fiona pojechała do Nonstead, gdzie mało brakowało, a zastrzeliłaby człowieka? Nathaniel wraca więc na stare śmieci: do miasteczka o złej sławie... Co robisz, kiedy starzy przyjaciele próbują cię zabić, ty kompletnie nie masz pojęcia dlaczego, a twoim śladem podąża potężny, przerażający demon?

Nie zamierzam więcej zdradzać, bo poznanie choćby najmniejszego szczegółu może zepsuć zabawę podczas czytania. Hellware, tak jak poprzednią część, po prostu pochłonęłam. W historię pełną grozy wkręciłam się od pierwszych stron, czemu towarzyszył przygnębiający, ponury klimat amerykańskiego miasteczka (wydaje mi się, że w Hellware atmosfera wypadła jeszcze lepiej niż w Miasteczku Nonstead).

Drugo- i trzecioplanowi bohaterowie tym razem zostali nieco pominięci, ponieważ cała akcja mocniej skupiała się na losach Nathaniela. Nie twierdzę, że to źle, ale zabrakło mi momentami wejścia w głębszą psychikę postaci. Bardzo z kolei spodobała mi się niewiedza odnosząca się do strony, jaką wybrał dany bohater: czy rzeczywiście pomagał McCarnishowi, czy był sługą demona Maggora.

Pomieszanie realistycznych wydarzeń z typowym bajkopisarstwem było strzałem w dziesiątkę. Mortka doskonale operował językiem, mieszając nieco style (raz odnosił się w ekspresyjnie wulgarny sposób, innym razem pisał niemal patetycznie). Tych momentów nie znalazłam w książce wiele, występowały sporadycznie. Chociaż kontrast między stereotypowymi mieszkańcami mieściny a całą resztą został doskonale wychwycony i ukazany. 

Hellware poza właściwą historią rodem z horroru niosło ze sobą niesamowicie ciekawe przesłanie dotyczące technologii i życia ludzi w XXI w. 

Czy polecam? Zdecydowanie! Pierwsza jak i druga część cyklu o Miasteczku Nonstead wręcz kipi od piekielnie doskonałego ponurego, przytłaczającego klimatu. Wgłębiając się w kolejne wydarzenia, tajemnice potęgują się, tworząc nietuzinkową historię pełną zwrotów akcji. Trzymające w napięciu momenty opanowały Hellware niemal tak mocno jak Maggor mieszkańców Nonstead. Pamiętajcie, że wyłącznie przeczytanie książek Mortki może uchronić przez opętaniem. :)

8/10

Hellware
Marcin Mortka
Wydawnictwo Videograf
Chorzów 2020
Stron: 352


← Miasteczko Nonstead


 Za możliwość przeczytania dziękuję

Wskutek nudów postanowiłam przejrzeć całą moją biblioteczkę, wyłapać pojedyncze książki z serii i je pouzupełniać. W ten sposób nie tylko skompletowałam trylogię Dziewięć żyć Chloe King, ale również narobiłam sobie na nią smaczku. Zaczęłam od, oczywiście, części pierwszej, od Upadłej.

Zapewne większość z Was serię kojarzy (książki są dość stare, powstał również serial), jednak pokrótce przytoczę główną fabułę. 

Chloe King poznajemy w dzień jej szesnastych urodzin, kiedy to pierwszy raz postanawia pójść z najlepszymi przyjaciółmi, Amy i Paulem, na wagary. I to nie byle gdzie, a na Coit Tower - prawie 70 m wieżę, symbol San Francisco. Traf chce, że niespodziewanie Chloe z tej wieży spada i wiecie co? Przeżywa. Nie zostaje ani sparaliżowana, ani nie jest warzywem, posiada raptem kilka zadrapań i jest nieco obolała. W ten przedziwny oraz nieco tragiczny sposób Chloe dowiaduje się o własnej wyjątkowości. A z każdym kolejnym dniem uczy się czegoś nowego - biegać z prędkością światła, wdrapywać za pomocą pazurów po ścianach, skakać między dachami budynków. Innymi słowy, Chloe staje się posiadaczką nadnaturalnych, kocich mocy.

Problem powstaje, gdy Bractwo Dziesiątego Ostrza daje o sobie znać. Wysyła Łowcę, by zabił Chloe.

Więcej nie zdradzę, bo sama niewiele wiem, co jest świetne i zarazem bardzo irytujące. W Upadłej spotkacie się z wieloma niewyjaśnionymi tajemnicami, a zakończenie zrodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Po drugą część sięgnęłam więc od razu. Muszę wiedzieć, co dalej! 

Książka przyjemna, styl autorki jest prosty, a fabuła wciąga. Bohaterów bardzo polubiłam, choć momentami musiałam sobie przypominać, że to przecież nastolatki z burzą hormonów, a nie dorośli ludzie. Podobało mi się też błądzenie po omacku i kluczenie w celu zdobycia jakichkolwiek informacji - ciągle czuję niedosyt! 

Część pierwszą polecam nastolatkom i dorosłym, którzy od czasu do czasu pragną znów wejść w młodzieżowe perypetie otoczone supermocami. A szczególnie kotomaniakom - bo kto z was nie chciałby choć na jeden dzień zamienić się w kota i leżeć przez cały dzień, mruczeć, miauczeć czy drapać właściciela, bo was zirytował zbyt głośnym oddychaniem? :)

7/10

Upadła
Liz Braswell
Wydawnictwo Filia
Poznań 2013
Stron: 286

→ Uprowadzona

Niedawno miałam przyjemność czytać i recenzować (klikajcie tutaj) pierwszą część, czyli Miasteczko Nonstead. Z racji tego, że książka niesamowicie mi się spodobała, czułabym się ze sobą źle, nie skusiwszy się na kontynuację. Hellware niedługo ma swoją premierę, dlatego zachęcam do sięgnięcia! Łapcie za opis:

Kontynuacja Miasteczka Nonstead. 
Wydawać by się mogło, że ci, którzy do Nonstead trafią, nigdy stamtąd naprawdę nie wyjadą. 
Nathaniel McCarnish odzyskuje świadomość i uzmysławia sobie, że jest barmanem w pubie. Nie pamięta, co sprawiło, że podjął tę pracę, a co więcej – nie przypomina sobie minionych dwóch lat. Wkrótce dochodzi do wniosku, że klucz do zagadki znajduje się w Nonstead. 
Tam przyjdzie mu stanąć nad zapomnianym grobem. Tam też odnajdzie jedynego prawdziwego przyjaciela i tam, w samym środku mroźnej zimy, zaczyna rozgryzać mroczną intrygę, której stał się ofiarą. Wnet uświadamia sobie, że Nonstead, które zawsze miał za miejsce ponure i niedostępne, naraz stało się czyimś przedpolem piekła. Pojawia się bowiem ktoś, kto pociąga za sznurki – Maggor, człowiek bez oczu, który syci się ludzkim cierpieniem. 
Nathan oraz Skinner naraz znajdą się w samym środku morderczej obławy. Nie wolno im ani na moment zaniechać ostrożności, bo ktoś śledzi każdy ich krok, a ktoś inny zawsze jest gotów, by stanąć im na drodze. Nie wolno im zwalniać. Nie wolno im się wahać. Przede wszystkim zaś nie wolno im odbierać żadnych telefonów.

A dla tych bardziej dociekliwych Wydawnictwo Videograf przygotowało coś więcej:

KLIKNIJ TUTAJ, ŻEBY PRZECZYTAĆ FRAGMENT


PREMIERA 28.09.2020

To jak? Zawitacie w Nonstead - amerykańskim, klimatycznym miasteczku pełnym tajemnic? :)


O autorze zapewne pisać nie trzeba, bo każdy Stephena Kinga zna. Warto jednak wspomnieć parę słów o jego najnowszej antologii opowiadań, które ukazały się w kwietniu nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Jest krew składa się z czterech opowiadań (trzech krótszych, około stustronicowych, i jednego długiego). Każde z nich tyczy się innego tematu, a jedno bezpośrednio nawiązuje do wydanej  niegdyś powieści Outsider.

Ale po kolei.

Telefon Pana Harrigana (pierwsze) opowiada o losach Craiga, nastolatka mieszkającego w niewielkim miasteczku, którego postanawia zatrudnić emerytowany pan Harrigan w roli osobistego lektora (oczy już nie te, a starzec lubuje się w czytaniu powieści). Motywem przewodnim historii okazuje się stary iPhone, czyli w tamtych czasach nowinka technologiczna, oraz jego magiczne właściwości. 

Życie Chucka (drugie) jest historią niesamowicie wymowną, nieco surrealistyczną, ale skłaniającą do refleksji. Wszystko kręci się wokół billboardu, na którym widać zdjęcie księgowego oraz napis: Charles Krantz. 39 wspaniałych lat. Dzięki, Chuck!

Trzecie, czyli Jest krew, są czołówki, podobało mi się najmocniej. Przewijała się tutaj Holly, znana z innych powieści Kinga, czyli np. Pan Mercedes albo właśnie wspomniany wcześniej Outsider (znajomość wymienionych powieści nie jest niezbędna, by zrozumieć treści). W opowiadaniu dochodzi do zamachu bombowego na szkołę, przez co ginie masa osób, młodych i starych. Holly jako detektyw przypadkiem trafia na ślad, z jakim ostatnio miała do czynienia w Teksasie. Bojąc się odkryć prawdę, kobieta brnie głębiej w śledztwo, a wysnute wnioski nie pozwolą jej spać po nocach. 

Szczur jest opowiadaniem zwieńczającym książkę. Autor mierzący się z lękami spowodowanymi wydarzeniami z przeszłości próbuje ponownie napisać powieść. Zaszywa się więc w starym domu świętej pamięci ojca pośrodku lasu i tam poza chorobą i wichurą ma do czynienia z jeszcze jednym, niemal nierealistycznym, zjawiskiem.

Jeśli po przeczytaniu powyższych, skróconych opisów historii, nadal wahacie się nad sięgnięciem po Jest krew, nie róbcie tego. Nie wahajcie się. Wpadłam w książkę po uszy, a każda historia nie dość, że skłaniała do głębszych refleksji (pierwszy raz od dłuższego czasu musiałam odczekać dłuższą chwilę, nim zdecydowałam się czytać dalej - należało przemyśleć to i owo), to jeszcze wręcz porywała oryginalnością i świeżym spojrzeniem na konkretne zagadnienie. 

Jest krew po raz kolejny udowadnia, z jaką wprawą pisze Stephen King, i jak ogromne umiejętności operowania słowem posiada. Sposób wprowadzenia czytelnika w świat fabularny można skwitować jako doskonały, ponieważ zanim dojdzie do konkretnych wydarzeń, trzeba dokładnie poznać wartości oraz indywidualne charaktery bohaterów. Zabieg pozwala na kompletne wsiąknięcie w czytane treści, a także sprawia, że niecierpliwość przed dalszymi losami sięga zenitu.

Zdradzę wam, że strasznie odwlekałam zakończenie książki. Starałam się ją dawkować, czytać mniejszymi fragmentami, ponieważ nie chciałam się z nią zbyt szybko rozstawać. 

Niesamowite wrażenie wywołały na mnie również niespodziewane zwroty akcji oraz nieprzewidywalne zakończenia (czasami otwarte, co jeszcze mocniej motywowało szare komórki do ruchu). Ponadto natknąć się można na wiele emocjonalnych momentów, co wzbogaca doznania podczas lektury.

Jest krew to książka, którą polecę z czystym sercem, szczególnie jeśli zamierzacie sięgnąć po coś nieoczywistego. Antologia czyta się tak naprawdę sama, a każde pochłaniane słowo urzeka swoim idealnym doborem. Jest krew jest doskonałym wyborem na jesienne, długie i deszczowe noce, co z kolei pozwoli wpaść w nieco mocniejszy (chwilami mroczniejszy) klimat. Niedługo zamierzam do książki wrócić, co niech będzie dla was największym poleceniem.

9/10

Jest krew...
Stephen King
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2020
Stron: 512


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu