Cześć!

Przychodzę do was z nietuzinkowym postem (i lekko spóźniona, ale to ostatnio u mnie norma), ponieważ chciałabym was serdecznie zaprosić do wzięcia udziału w całorocznym maratonie czytelniczym #KończWaćpan 

Maraton niby jest całoroczny, ale oficjalnie trwa od 1-ego lutego do ostatniego dnia grudnia 2025 roku.

O co chodzi?
Kończ Waćpan to całoroczny maraton czytelniczy, który polega na czytaniu książek niedokończonych. Czyli jeśli macie albo książkę, albo serie/cykl, które z jakiegoś powodu są rozgrzebane w połowie, to najwyższy czas je skończyć. I nie chodzi tu o DNFy.

Poniżej jeszcze krótkie zasady:


To co? Znajdą się jacyś chętni? Dołączycie do zabawy? W razie pytań piszcie śmiało!


PREMIERA 15.01.2025

Skyshade jest trzecią częścią bestsellerowej serii romantasy Lightlark, autorstwa tiktokerki Alex Aster. Pierwszy tom (kliknij, żeby przejść do recenzji) podbił moje serce, a zakończenie drugiego (kliknij, żeby przejść do recenzji) sprawiło, że myślami krążyłam wyłącznie wokół kolejnej części. Sięgając po najnowszą część, liczyłam na jeszcze większe emocje niż podczas czytania poprzednich, a i może więcej naturalności u głównej bohaterki.

Czy Skyshade sprostał moim oczekiwaniom? Zanim przejdę do meritum, to kilka słów o fabule.

Do Isli Crown wreszcie wróciły wspomnienia, poznała też prawdę o sobie i o swojej podwójnej mocy. Na domiar złego okazało się, że oficjalnie jest żoną króla Mrocznych, przystojnego i niebezpiecznego Grima, który zaatakował Lightlark. Na prośbę Isli powstrzymał jednak swoją armię, po czym razem wrócili do krainy Mrocznych. 

Isla mota się z własnymi uczuciami - ciągle kocha Ora, za którym bardzo tęskni. Jest też wściekła na Grima, a jednak mimo to jej serce bije szybciej na jego widok. A przecież zgodnie z przepowiednią wkrótce będzie musiała jednego zabić...

Do krainy Mrocznych od lat docierają śmiercionośne burze, jednak w ostatnich czasach przybrały na częstotliwości i stały się bardziej mocarne. Niszczą wszystko, co napotkają na swojej drodze. Zabijają każdego bez wyjątku. Mimo braku poczucia przynależności Isla zrobi co w jej mocy, by ocalić Mrocznych. Nawet odda życie?

Skyshade to książka, która ma naprawdę wiele do zaoferowania. Przede wszystkim rozbudowany świat i magię, którą każdy bohater (w zależności od rasy) odbiera inaczej. Jedni wpływają na ziemię i zwierzęta, inni na słońce i ciepło, a jeszcze inni na cienie i mrok. Mimo dość oczywistego podziału to Alex Aster naprawdę świetnie rozplanowała system magiczny; był logiczny i idealnie wpasował się w historię.

Powieść jest wielowątkowa i bardzo dynamiczna, czasami aż za bardzo. Miałam wrażenie, jakbym każdy rozdział pochłaniała na bezdechu, tak wiele się działo i tak ciężko było znaleźć momenty na odetchnięcie. Jak z początku taki zabieg bardzo mi się podobał (nim się spostrzegłam pochłonęłam jakieś sto stron, a przecież dopiero co zaczęłam!), tak potem zaczynałam mieć z tym problem. Czułam się jak na jakimś maratonie. Szybko się męczyłam i musiałam odpocząć od historii. Dopiero końcówka trochę mi ten sprint wynagrodziła, bo uwierzcie - zasapałam się po wsze czasy. :)

W poprzednich częściach miałam lekki problem z główną bohaterką. Isla jawiła się jako bohaterka idealna, bez wad. Była pomocna, dobra, potężna, każdy ją kochał i mimo ciężkiego dzieciństwa lśniła niczym bóstwo, a wszystko, czego się dotykała, udawało się. W Skyshade niestety niewiele się zmieniło. Autorka zrobiła z Isli jeszcze większą obrończynię bezbronnych, jeszcze większą Mary Sue. I mimo że wplątała w fabułę kilka kłód pod nogi, odniosłam wrażenie, że to były zaledwie patyczki, coś, co sprawiało, że Isla w rzeczywistości jeszcze bardziej rozkwitała. Brakowało mi jej złych wyborów, wad w postaci egoistycznych pobudek czy niemoralnych decyzji.

W tej części trójkąt miłosny zdecydowanie przechylił się w stronę Grima, na co zupełnie nie zamierzam narzekać. Ja tam im kibicuję, a Oro niech wraca do Lightlarku. :)

Podsumowując: Skyshade to dobre romantasy, które zabierze czytelnika w wir szalonych, niebezpiecznych i romantycznych przygód. Akcja jest niezwykle dynamiczna, a jej zwroty jakby tylko czekają na odkrycie. Książka porusza wiele intrygujących wątków; pojawia się m.in. motyw przeznaczenia, trójkąt miłosny czy tajemniczy wróg, a także bitwy i bohaterowie z innego świata. Niestety Skyshade, w moich oczach wypadło trochę gorzej niż poprzednie tomy, ale mimo to bawiłam się przednio. :)

7/10

Skyshade
Alex Aster
Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2025
Stron: 432

Nightbane ↔ tom 4

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu
 
I pierwszy miesiąc nowego roku za nami. Ale to zleciało! A przecież tylko mrugnęłam. :) W każdym razie cieszę się, że styczeń minął. Ostatnie trzy tygodnie upłynęły mi pod znakiem choroby najpierw mojej, potem Rozalii, aż wreszcie przeniosło się i na męża. Stąd moja mniejsza aktywność tutaj. 

Jeśli chodzi o liczby, to udało mi się przeczytać 3 książki oraz 8 książeczek dla dzieci (w formie audiobooka). Wyszło 1568 przeczytanych i 233 przesłuchanych stron, co łącznie dało 1801 stron.

Co przeczytałam?
→ Ktoś mnie pokochał Julia Quinn (recenzja tutaj)
→ Duch na rozstaju dróg - praca zbiorowa (recenzja tutaj)
→ Bezkost Joanna Kanicka (recenzja tutaj)

Co przesłuchałam?
→ Jadzia Pętelka chce sama Barbara Supeł
→ Jadzia Pętelka idzie do fryzjera Barbara Supeł
→ Jadzia Pętelka idzie do dentysty Barbara Supeł
→ Jadzia Pętelka odwiedza dziadków Barbara Supeł
→ Pętelkowe rymowanki. Jadziowe wierszyki na dobre nawyki Barbara Supeł
→ O małym jeżu i kolczastej wiewiórce Barbara Supeł
→ Zuzia i Hania. Lato z lawendą Natalia Klimas-Bober
→ Zuzia i Hania. Zima na Mazurach Natalia Klimas-Bober

W styczniu na Instagramie przyszłam też do was ze specjalną rolką, w której to wy mogliście zdecydować, ile stron mam przeczytać w 2025 roku. Wyszło ich 8505, co po odjęciu stron przeczytanych w styczniu, daje 6704. Mam nadzieję, że nadrobię w lutym! Trzymajcie kciuki!

A co tam u was słychać? Macie jakiegoś ulubieńca miesiąca? :)


PREMIERA 15.11.2024

Sięgając po książkę, skąd wiecie, że będzie dobra? Nazwijcie to przeczuciem, ale kiedy w moich rękach znalazła się kontynuacja Pieśni krwi od razu wiedziałam, że czeka na mnie kawał fantastycznej przygody. Książka wręcz do mnie śpiewała (kto wie, ten wie). I nie pomyliłam się, bo Anthony Ryan jak nikt potrafi utrzymać zainteresowanie czytelnika, połączyć je z mnóstwem niespodziewanych zwrotów akcji, zbudować bohaterów z krwi i kości, a na domieszkę wykreować świat, którego nie chce się opuszczać.

Ale po kolei.

Lord Wieży rozpoczyna się kilka lat później niż miało miejsce zakończenie tomu pierwszego. Po wieloletnim areszcie Vaelin Al Sorna wreszcie wraca do Królestwa. Jako bohater i legenda. Odwiedza przybraną siostrę Alornis, a następnie po spotkaniu z władcą rusza na północ - do miejsca, gdzie czeka na niego kolejna misja. Wskutek wielu wydarzeń wybucha wyjątkowo krwawa, zajadła wojna. A magia krwi nie przestaje śpiewać...

Czy Zjednoczonemu Królestwu uda się odeprzeć atak wroga? Co z Vaelinem? Czy pozna prawdę o magii swojej krwi? A Frentis? Uwolni się spod jarzma niewolnictwa? Czy Lyrna wreszcie będzie mogła pokazać światu swoją prawdziwą twarz? I kim jest Reva?

 

W Lordzie Wieży Anthony Ryan snuje opowieść z czterech różnych perspektyw, a nie jak w przypadku pierwszej części - wyłącznie z punktu widzenia Vaelina. Czy to dobrze, czy źle, musicie sami zadecydować. Ja jedynie mogę powiedzieć, że dzięki tym przeskokom akcja zdecydowanie nabiera tempa, a wiele wydarzeń pokazanych jest z różnych stron, co bardzo urozmaica ostateczny odbiór powieści. Czytelnik towarzyszy księżniczce Zjednoczonego Królestwa, Lyrnie, i jej podróży na ziemie Lonaków; śledzi losy oczami brawurowej, oddanej i skupionej na zemście młodej dziewczyny, Revy, której Vaelin Al Sorna kilka lat temu zamordował ojca; a także obserwuje Frentisa i jego znienawidzoną partnerkę. 

A to zaledwie wierzchołek góry lodowej, bo jeśli chodzi o wątki, ta prawie 850-stronicowa książka ma naprawdę wiele do zaoferowania. Autor umiejętnie buduje napięcie, już nie wspominając o wywoływaniu tony przeróżnych emocji. W każdym rozdziale się coś dzieje, choć - nie zamierzam ukrywać - z początku trochę wieje nudą. Pojawia się swego rodzaju wprowadzenie. Jeżeli jednak przez nie przebrniecie, wówczas gwarantuję, że nie oderwiecie się od historii.

Najbardziej podobał mi się wątek Revy - bohaterki, która musi zburzyć postawione wokół siebie mury, by odnaleźć wolność. Dziewczyny, która tłamsi swoje jestestwo, by żyć w zgodzie z wiarą. Z wiarą, która w pewnym czasie staje się przekleństwem. 

Na dużą uwagę zasługują również panowie Paweł Zaręba i Szymon Wójciak - ilustracje powstałe spod ich rąk wprowadzają wyjątkowy, specyficzny klimat. I bardzo cieszą oko. Podobnie jak nowe, przepiękne wydanie.

Lord Wieży to doskonała kontynuacja i jeszcze lepsza fantastyka. Autor oferuje swoim czytelnikom rozbudowany świat, szarych moralnie bohaterów oraz dużo intrygujących, zaskakujących wydarzeń. W książce pojawiają się takie wątki jak: wojna, magia krwi, polityczne knowania, religijna sekta, a także przyjaźń, miłość wbrew regułom czy oddanie, honor i nadzieja na lepsze jutro. A dodatkowo mamy typową walkę dobra ze złem. Polecam!

9/10

Lord Wieży
Anthony Ryan
Wydawnictwo Fabryka Słów
Warszawa 2024
Stron: 848

Pieśń Krwi ↔ Królowa Ognia

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu