PREMIERA 18.03.2025

Czy jest tu ktoś, kto nie zna Igrzysk Śmierci? Raczej w to wątpię. Okej, mogliście tego nie czytać, ale filmy na pewno obejrzeliście, mam rację? A czy wiedzieliście, że niedawno pojawił się kolejny prequel serii? Wschód słońca w dniu dożynek opowiada historię drugiego Ćwierćwiecza Poskromienia, czyli dożynek, w których udział brał Haymitch Abernathy. Te igrzyska są wyjątkowe, ponieważ zamiast dwudziestu czterech uczestników (czyli po dwie osoby z każdego z dwunastu Dystryktów), bierze udział dwukrotnie więcej. Aż czterdzieści osiem osób stanie na arenie, by w celach rozrywkowych zadać śmierć bądź umrzeć. 

Ta część jest wyjątkowa, ponieważ dużo osób stwierdza wyjątkowe podobieństwo Wschodu słońca w dniu dożynek do Ballady ptaków i węży. Osobiście rozumiem ich zarzuty, jednak nie mogę się zgodzić, że ta część jest gorszą imitacją. Moim zdaniem jest lepsza. Z Balladą miałam taki problem, że głównym bohaterem był prezydent Snow, którego z całego serca nie cierpię. Nie potrafiłam się z nim zżyć. Co innego z Haymitchem, którego pokochałam od pierwszego wejrzenia. Czy raczej przeczytania. :)

W tej części pojawia się postać Lenore Dove, która trochę przypomina Lucy Gray Bird - zachowanie, przynależność do Trupy i postawa wobec władzy. Przyznam bez bicia, że ani Lenore ani Lucy nie zrobiły na mnie dużego wrażenia. O wiele lepszymi bohaterami byli uczestnicy Igrzysk Głodowych, czyli IMIONA BOHATERÓW. Dlaczego? Bo byli różnorodni. Wyjątkowi, ciekawi. I musieli stanąć oko w oko ze śmiercią, a to bardzo człowieka zmienia.

Suzanne Collins potrafi pisać. Niektóre momenty poruszały do granic możliwości. Jednocześnie chciało mi się płakać i śmiać, raczej z bezsilności niż szczęścia. Brutalność, zezwierzęcenie i spiski czuło się na odległość, nie dało się od nich uciec. A to z kolei sprawiało, że książka była rollercoasterem emocjonalnym.

Wschód słońca w dniu dożynek polecam każdemu. Historia jest ciekawa, pełna zwrotów akcji, ma świetnie wykreowanych bohaterów i zdecydowanie nie da rady jej zapomnieć. Sprawdzi się idealnie dla osób, które jeszcze jakimś cudem nie poznały serii Igrzysk Śmierci, ale spodoba się przede wszystkim fanom. Bo można znaleźć tutaj dużo smaczków, co jeszcze mocniej urozmaici lekturę. :)

9/10

Wschód słońca w dniu dożynek
Suzanne Collins
Wydawnictwo Must Read
Poznań 2025
Stron: 404

Ballada ptaków i węży ↔ Igrzyska śmierci


 
Kolejny miesiąc 2025 roku za nami. Nie robiłam podsumowania lutego, bo miałam kilka problemów zdrowotnych i ogólnie zawirowań w domu i w pracy, że niewiele czytałam, a o pisaniu czegokolwiek na bloga nie było nawet mowy. Ale od jakiegoś tygodnia trochę się uspokoiło (odpukać w niemalowane XD), więc czas na podsumowanie marca. :)

Książki, które przeczytałam w marcu:

→ Królowa Ognia Anthony Ryan - świetne zwieńczenie trylogii, część przesłuchałam w audio; recka na dniach
→ Save us Mona Kasten - ostatnia część trylogii Maxton Hall; bardzo dobra młodzieżówka
→ Dziecko Odyna Siri Pettersen - ponownie; tym razem wleciał audiobook
→ Pusty grobowiec Jonathan Stroud - ostatnia część pentalogii Lockwood i Spółka (recka tutaj)
→ Miłość spółka z o. o. Agata Przybyłek - nie wiem, czy będzie recka, ale książka bardzo, bardzo średnia. Wywołała u mnie dyskomfort psychiczny
→ Kwiat żelazny Laurie Forest - druga część Kronik Czarnej Wiedźmy (recka tutaj)
→ Wschód słońca w dniu dożynek Suzanne Collins - to chyba książka, którą każdy fan Igrzysk Śmierci przeczytał od razu w dniu premiery. Recka pojawi się na dniach, więc na razie nic nie będę mówić. :)

A poza tym marzec minął zbyt szybko. Byłam z mężem na Islandii na wypad trzydniowy - było genialnie. Jeśli lubicie takie wypady, to serdecznie polecam, bo krajobraz wspaniały. Naładowałam baterie na najbliższy miesiąc. :P 

A jak marzec wyglądał u was? Dajcie znać w komentarzach!


PREMIERA 31.01.2025

Królową Ognia przeczytałam kilka dni temu i nadal nie do końca mogę się pozbierać, że to już koniec historii Vaelina Al Sorny. Niemiłosiernie wciągnęłam się w przygody tego odważnego i honorowego mężczyzny, poznałam wielu jego towarzyszy niedoli, odkryłam nowy świat bogaty w magię krwi, otoczony tajemnicami i powoli acz skrupulatnie przejmowany przez złe moce. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakieś high fantasy aż tak mnie porwało w swoje sidła. Pokochałam bohaterów za ich dążenie do celu, niesienie dobra (jeśli to było, oczywiście, możliwe) i wyjątkowe oddanie sprawie.

W trzecim tomie ponownie mamy identyczny zabieg co w drugim, czyli narrację z wielu perspektyw. Jak pierwszy tom w całości poświęcony był Vaelinowi, tak w kolejnych autor głos oddaje również bratu Frentisowi, Revie czy królowej Lyrnie. Mi się osobiście ta zmiana spodobała, bo dzięki temu akcja nabrała tempa. Trochę irytowały mnie jednak przeskoki (autor często kończył rozdział suspensem), ale ostatecznie historia mi to wynagrodziła. :)

W Królowej Ognia Vaelin wyrusza na północ w celu znalezienia sprzymierzeńców, którzy pomogą mu pokonać tajemniczego Sojusznika. Teraz, kiedy stracił moce i miano jednego z najsilniejszych bohaterów Królestwa, musi polegać na innych, co często będzie niełatwe. W międzyczasie Frentis zostaje wysłany przez Lyrnę do Imprium Volariańskiego, by wszcząć tam rebelię, a Reva podąża za swoimi uczuciami, kwestionując wiarę, czyli coś, co ją ukształtowało i z czym dorastała.

Czy bohaterom uda się obalić sączącą truciznę Volarię? Czy pokonają zło oraz stawią czoła Sojusznikowi? Ile osób przy tej heroicznej walce straci życie? A co z pieśnią krwi? Czy wróci do Vaelina?

Królowa Ognia zbiera średnie oceny, co mnie bardzo zaskakuje. Owszem, nie jest to najlepsza część (tutaj bez porównania Pieśń krwi wychyla się na sam przód), jednak mimo kilku mankamentów bawiłam się przy niej przednio. Anthony Ryan oferuje czytelnikom niezwykle rozbudowane uniwersum, bogatą w wątki fabułę pełną bitew i krwi, a także wspaniałych bohaterów, którzy niejednokrotnie zjednali sobie moją miłość. 

Od razu widać, że Królowa Ognia to ostatnia część trylogii. Autor domyka wszystkie rozpoczęte wątki, widać, że wszystko dąży ku końcowi. Vaelin podejmuje się ostatecznej walki ze złem, podobnie jak reszta postaci. Wybory, jakich muszą dokonać, często są tragiczne w skutki i po prostu straszne, a przy tym niezwykle pobudzające wyobraźnię. Zostałam wielokrotnie zaskoczona, co niezwykle mi się podobało. Podczas czytania towarzyszył mi też smutek, nadzieja oraz śmiech, ponieważ wiele wydarzeń miało wydźwięk humorystyczny (zwłaszcza w dialogach).

Największą wadą tej części był brak równomiernie rozłożonej narracji. Chodzi mi o to, że niektóre momenty aż obfitowały w wydarzenia, często sprawiały, że nie mogłam aż złapać oddechu, tak dużo się działo i tak szybko czytałam, żeby poznać dalsze losy. A z kolei inne fragmenty były, co tu mówić, nudne. Fabuła się wlekła, a ja kilkakrotnie łapałam się na tym, że moje myśli błądziły gdzieś indziej. 

Uważam, że każda osoba, która choć w pewnej mierze lubi high fantasy, powinna sięgnąć po Królową Ognia, jak i całą trylogię Kruczego Cienia. Historia jest wspaniała, bohaterowie zbudowani z krwi i kości, motyw magii krwi rozpisany doskonale, a zwroty akcji niejednokrotnie przyprawiają o zawał. Nie zrażajcie się, proszę, obfitością trylogii (każda książka ma powyżej 800 stron), jednak jeżeli naprawdę nie lubicie tak grubych książek, sięgnijcie po audiobooki - przyznam, że połowę Królowej Ognia przesłuchałam właśnie w audiobooku, a głos Marcina Przybylskiego zauroczy niejednego. Mega polecanka!

7,5/10

Królowa Ognia
Anthony Ryan
Wydawnictwo Fabryka Słów
Warszawa 2025
Stron: 894

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu

 
PREMIERA 05.03.2025

Kwiat żelazny jest drugim tomem serii Kronik Czarnej Wiedźmy autorstwa Amerykanki Laurie Forest. Pierwszy tom totalnie mnie zaskoczył; nie spodziewałam się, że aż tak wciągnę się w historię Elloren Gardner, dziewczyny bez mocy, żyjącej w cieniu wybitnie mocarnej babki. Że aż tak będę jej kibicować i że fabuła kompletnie zmiecie mnie z podłogi (a jeśli chcecie wiedzieć więcej, to klikając tutaj, przejdziecie do recenzji Czarnej Wiedźmy). 

W drugiej części wydarzenia toczą się swoim tempem, niespokojnym, pełnym tajemnic i strachu o przyjaciół. Elloren oficjalnie wkracza do grupy buntowników, którzy za wszelką cenę próbują przeszmuglować osoby piętnowane za granicę Verpacii. W kraju bowiem dzieje się coraz gorzej. Rada wydaje nowe rozporządzenia, które bezpośrednio uderzają w rasy ikarytów czy fae. O selkie nawet nie wspomnę, ponieważ są one traktowane jak zwierzęta, a przecież daleko im do zwierząt... 

Elloren w Kwiecie żelaznym podejmuje walkę o wyzwolenie selkie z rąk ciemiężycieli, co zdecydowanie nie jest prostym zadaniem. By uratować przyjaciółkę, Marinę, a także jej krewniaczki próbuje nawiązać współpracę z amazkami - wojowniczkami nienawidzącymi mężczyzn, modlących się do Bogini. 

W międzyczasie główna bohaterka odkrywa w sobie coś, co myślała, że nie istnieje. Dziwnie wyzwalającą, rosnącą w siłę moc. A jakby tego było mało, jej serce samo toczy bunt, ponieważ nie potrafi zdecydować się między buntownikiem Yvanem a żołnierzem Lukasem. Czy Elloren uda się ochronić przyjaciół?

Kwiat żelazny ani przez moment nie spuszcza z tonu, jeśli chodzi o budowanie napięcia, zaskakujące zwroty akcji, niebezpieczne wydarzenia czy gorące podmuchy romantycznych uniesień bohaterów. Historia wciąga od samego początku - mogę dać na to swoją gwarancję. To był ten rodzaj książki, który po przeczytaniu rozdziału wręcz zmuszał cię do przeczytania następnego, a potem kolejnego i jeszcze jednego. W ten sposób wieczorne półgodzinne czytanie trwało trzy godziny. :)

Najbardziej w książce spodobał mi się wątek rebelii, ale ja po prostu bardzo lubię takie motywy. Walka z ciemiężycielem, walka o wolność i o sprawiedliwość. Dokopywanie władzy, szukanie sprzymierzeńców. Elloren świetnie poradziła sobie w nowej roli buntowniczki, dzięki której - mam wrażenie - zdecydowanie dojrzała. W pierwszym tomie bywały momenty, w których mnie irytowała swoim naiwnym zachowaniem, a w Kwiecie żelaznym zaczęła myśleć, prowokować i, co tu dużo gadać, błyszczeć. 

Jak to bywa w romantasy, tutaj też mamy mocno nakreślony wątek romantyczny między trojgiem bohaterów. Elloren miota się między uczuciami do wiecznie tajemniczego Yvana oraz do niebezpiecznego żołnierza Lukasa. Laurie Forest bardzo zwinnie rozpisała ten wątek, ponieważ pierwszy raz w życiu nie mam jednego faworyta. Rozumiem niezdecydowanie bohaterki, co więcej, każde takie pojedyncze spotkanie, czy to z Yvanem, czy Lukasem, nie tylko u niej wywołuje motyle w brzuchu.

Kwiat żelazny jest świetną kontynuacją, ani trochę nie odstającą od pierwszego tomu. Historia nabiera rozpędu, pojawia się wiele nowych wątków, a te stare albo zostają domknięte, albo poprowadzone dalej. Elloren nie ma łatwo w życiu, dzięki czemu historia staje się bardziej rzeczywista, bo przecież żaden człowiek nie ma zawsze z górki. Autorka stworzyła wciągającą opowieść, od której na pewno się nie oderwiecie. Bardzo polecam, a tymczasem czekam na tłumaczenie trzeciego tomu z utęsknieniem. :)

9/10

Kwiat żelazny
Laurie Forest
Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2025
Stron: 592

Czarna Wiedźma ↔ tom 3

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu