Stała się rzecz niesłychana i kompletnie niespodziewana! 

Przeszło miesiąc temu miały miejsce nominacje do rankingu OpowiemCi, w którym honoruje się twórców powiązanych wszelako z książkami. Ku zdziwieniu gawiedzi, a już w szczególności moim, Pomistrzowsku pojawiło się na listach - i to aż w trzech kategoriach. :)

Jestem bardzo wdzięczna za to wyróżnienie, a będę jeszcze bardziej za głosy - oczywiście, o ile doceniacie moją pracę i podoba wam się to, co robię.

Pomistrzowsku nominowano w kategorii BLOG, INSTAGRAM i YOUTUBE. Dziękuję. ❤

Na stronę można przejść, klikając na poniższe grafiki↓

 


 

Holly Black to amerykańska pisarka, którą większość zapewne kojarzy ze sławnej już serii Kroniki Spiderwick albo z cyklu Okrutny książę. Ja swego czasu miałam możliwość poznać dodatek do Okrutnego księcia, czyli Dlaczego Król Elfów nie znosił baśni? (recenzja tutaj) - książka przyjemna, choć niekoniecznie zachwycająca i wymagająca. Klątwiarzy traktuje więc jako mój pierwszy poważny kontakt z autorką. 

Klatwiarze to gruba, prawie ośmiuset stronnicowa książka podzielona na trzy części. Biały kot, Czerwona rękawiczka oraz Czarne serce opisują życie Cassela Sharpe'a - niby zwyczajnego nastolatka, na co dzień uczącego się w szkole Wallingforda. Niby, ponieważ już sam fakt przynależenia do rodziny klątwiarzy czyni chłopaka wyjątkowym. Cassel nie wykazuje żadnych zdolności magicznych; nie jest emoterem potrafiącym wpływać na emocje jak matka (aktualnie: siedzi w więzieniu) ani nie potrafi wymazać lub zmienić czyichś wspomnień jak brat Barron (aktualnie: student prawa). Ani tym bardziej kontrolować ludzi podczas snów jak jego dawna przyjaciółka z dzieciństwa, Lily (aktualnie: martwa).

Wskutek wydarzeń z jednej nocy całe życie Cassela wywraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Chłopak poznaje prawdę zarówno o sobie jak i o swojej rodzinie: zaczyna dostrzegać, jakimi ludźmi w rzeczywistości są jego bracia, matka i dziadek. Mafijne zatargi staną się codziennością, podobnie jak śmierć, tajemnice, brutalność, przekręty czy klątwy.  

Ale to nie wszystko. Cassela nagminnie nawiedza tragiczne wspomnienie sprzed lat. Wspomnienie siebie mordującego przyjaciółkę...

Klątwiarze Holly Black to zaczarowana, mroczna i tajemnicza opowieść trzymająca w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Fabuła żyje własnym życiem, nie przejmując się ani dobrem bohaterów, ani tym bardziej napiętymi jak struny nerwami czytelników. Historia wstrząsa i zaskakuje, a przy tym też rozczula i bawi.

Najmocniej spodobał mi się główny wątek, czyli stworzenie klątwiarzy i przedstawienie ich jako osób oficjalnie szykanowanych, choć nieoficjalnie rządzili światem. W grę wchodziły mafijne powiązania, nielegalne przekręty albo zabójstwa, przez co książka nie należała do lekkich. A mimo to potrafi cudownie zahipnotyzować nietuzinkowym klimatem. Tutaj bohaterowie pokazują pazurki; knują, kłamią i manipulują, ale robią to w sposób zabawny i bardzo, bardzo czarujący. 

Autorka świetnie poradziła sobie z kreacją świata i postaci - wszystko wypadło niesamowicie realistyczne. Widać, że pisanie przychodzi Holly Black z łatwością, bo całość czyta się niezwykle szybko i sprawnie, co kompletnie nie przekłada się na grubość książki. Jej objętość mogą zauważyć wyłącznie zdrętwiałe od trzymania książki dłonie. :)

Klątwiarze Holly Black to idealna powieść dla osób lubujących się w mroczno-magiczno-tajemniczych klimatach kręcących się wokół nastolatków. Książka pozwala uciec od mroźnej rzeczywistości za oknem, totalnie wciągając, dlatego serdecznie ją polecam. Tylko czytajcie ostrożnie, bo Klątwiarze jednym dotykiem potrafią wpłynąć na emocje czy pamięć, przez co mogą was zatrzymać w swoim świecie aż do ostatniej kropki. :)

7,5/10

Klątwiarze
Holly Black
Wydawnictwo Jaguar
Warszawa 2021
Stron: 768


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu


Tytułowa Chąśba Katarzyny Puzyńskiej wywodzi się od staropolskiego słowa chęcić, czyli kraść, łupić, rabować. Trzeba przyznać, że zarówno tytuł jak i ogólny zarys (fantasy w klimacie starosłowiańskich legend, zabobonów i demonów okraszonych brutalną zbrodnią) umiejętnie potrafią zachęcić do sięgnięcia po powieść. Pytanie brzmi, czy Chąśba z premedytacją skradnie serce czy raczej czas? :)

Książka opowiada historię mieszkańców Królestwa, w którym ludzie starają się albo pogodzić z dzieleniem miejsca z Czarodziejskim ludem, albo wręcz przeciwnie - planują zamachy i bunty. W grodzisku mieszkańcy jak co roku zaczynają polowanie na Marzannę, którą należy szybko utopić, a później spalić, jeśli chce się jak najszybciej wyzbyć zimy. Sęk w tym, że niespodziewanie dochodzi do tragedii. A nawet dwóch tragedii!

Strzebor, nowy mąż Bolemiry (właścicielki gospody), odnajduje żonę martwą pod deskami w stodole. Nie byłoby problemu, gdyby nie posądzono go o zabójstwo! Dodatkowo z sanktuarium Jarowita ktoś bezczelnie ukradł tarcze, czemu towarzyszyć może jedynie boski gniew.

Te przerażające sprawy jest w stanie rozwiązać wyłącznie kuternoga, grodziskowy kat, Zamir. Mężczyzna wplątuje się więc w kilka niebezpiecznych akcji, ale czy to ważne? Ważne jest to, kto lepiej sypnie złotem...

Chąśba Katarzyny Puzyńskiej to sympatyczna, lekka historia przeplatająca w sobie wiele humorystycznych, interesujących i przede wszystkim wciągających wątków. Połączenie motywów kryminalnych (zabójstwo z zimną krwią) z tymi rodem z mitologii i starodawnych legend (powołanie do życia strzyg, wąpierzy, elfów czy słowiańskich bóstw) było moim zdaniem strzałem w dziesiątkę. Nie ma szans na nudę, a każdy rozdział śledzi się z ogromnym zaciekawieniem, ponieważ momentami akcja pędzi na łeb, na szyję. 

Interesującym zabiegiem była forma książki. Po rozdziale z główną fabułą (nazwane zostały one gawędami) czytelnik w pewnym momencie dociera do ramki, w której autorka zaprasza do poznania szczegółów dotyczących np. spotkania bohaterów albo opisu rozmowy, albo walk z dawnych lat, mających na celu doprecyzowanie wydarzeń. Z początku cieszyłam się jak głupia, mogąc po kilku stronach przejść na koniec książki i tam doczytać konkretną anegdotę, ale po pewnym czasie powoli zaczęło mi to przeszkadzać. Coraz częściej się rozpraszałam, nie potrafiąc skupić na czytanych treściach - wypadałam z głównego wątku. I forma rzeczywiście była nietuzinkowa, lecz wolałabym gdyby te przeskoki pojawiały się rzadziej. Zaznaczę, że autorka dawała możliwość i nie trzeba było przerywać gawędy, ale nie poznając szczegółów, ostatecznie nie wiedziałabym dokładnie, o co chodzi, a to z kolei mogłoby być mocno mylące. 

Na duży plus zasługuje kompletnie zaskakujące zakończenie. Cała historia od początku jawiła się w niezwykle oryginalnych barwach, ale to koniec całkowicie mnie kupił. A jedocześnie ogromnie zirytował i dał sporo do myślenia.

Warci wspomnienia są również bohaterowie i tutaj zaznaczę, że ci ludzcy podobali mi się o wiele mniej. Nie potrafiłam się z nimi zżyć, a ich postawa albo głupie wybory srodze mnie mierziły. Autorka zdecydowanie lepiej poradziła sobie z kreacją magicznych postaci, a już zwłaszcza Marzanny, Nawojki (rzecznej nimfy) i zdziwaczałego wołchwa. 

Chąśba Katarzyny Puzyńskiej to książka przyjemna, bardzo nietuzinkowa, którą polecam na nudne wieczory. Autorka doskonale potrafi poprawić humor, a jej niektóre gawędy albo świetne postacie rodem z baśni pięknie czarują. Chąśba nie jest powieścią idealną i choć momentami ukradnie cenny czas, to ostatecznie (szczególnie jeśli lubujecie się w podobnych motywach) skradnie wam też serce. :)

6/10

Chąśba
Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2021
Stron: 464


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu



Swoją przygodę z Peterem V. Brettem zaczęłam od tyłu, ponieważ od swego rodzaju sequelu. Pustynny Książę (pierwszy tom Cyklu Zmroku), którego recenzja ukazała się stosunkowo niedawno (kliknij, żeby przejść), fabularnie dotyczyła dzieci bohaterów występujących w Cyklu Demonicznym, więc odrobinę zaspojlerowałam sobie zakończenie. Ale to nic. Nawet przez chwilę nie żałowałam, że poznałam historię Pustynnego księcia przed Malowanym człowiekiem, bo nijak nie przeszkodziło mi to ani w ostatecznym odbiorze lektury, ani we wkręceniu się w wydarzenia, ani tym bardziej w zgraniu się z bohaterami. 

Malowany człowiek jest pierwszym tomem wspomnianego wyżej Cyklu Demonicznego i opowiada historię trójki młodych ludzi. Pierwsza perspektywa dotyczy Arlena, chłopca mieszkającego Potoku Tibbeta - niewielkiej wiosce, gdzie ludzie żyją z dnia na dzień, bojąc się mrocznej wizji przyszłości oraz tego, co przyniesie noc. A raczej jakie żniwa zbierze...

Leesha w Zakątku poza okropną matką zmaga się również z wierutnym kłamstwem, przez które życie dziewczyny wywróciło się do góry nogami. Na szczęście poznała Brunę - starą zielarkę wyczyniającą cuda z ziół.

Z kolei Rojer po nagłym ataku w rodzinnym domu znalazł się pod pieczą Minstrela, Arricka. Chłopiec próbuje więc powiązać koniec z końcem i uratować mistrza przed zapiciem się na śmierć. W ten oto sposób odrywa swój magiczny, muzyczny talent.

W Malowanym człowieku tylko jedna rzecz jest pewna: nocą, kiedy demony przyjmują namacalną poznać i zaczynają atakować, nie waż się wyjść poza chroniące cię runy. Bo Otchłańca nie da rady zabić. Ale czy aby na pewno? 

Peter V. Brett dał początek niezwykłemu cyklowi fantasy, potrafiącemu wpłynąć na wyobraźnie, wywołać przeróżne emocje i niewiarygodnie wręcz wciągnąć. Malowany człowiek to ponad ośmiuset stronnicowa powieść, którą przeczytałam w dwa dni, bo po prostu nie potrafiłam się od niej oderwać. I samo to powinno was zachęcić do sięgnięcia.

Głównych bohaterów pokochałam całym sercem, totalnie się z nimi zżywając. Arlen zaczarował mnie swoim uporem, bohaterstwem i odwagą. Śledząc jego przygody i widząc, jak z każdym dniem mężniał i robił wszystko, byleby spełnić marzenie pozostania Posłańcem, dawało nadzieję. Leesha i jej zaangażowanie w naukę oraz niesienie pomocy chorym i potrzebującym było miłym oderwaniem od ciągłej walki z Otchłańcami, a talent muzyczny Rojera to rzecz niesłychanie urocza i wyjątkowo zaskakująca. Każdy bohater był więc na swój sposób unikatowy, co skutecznie urozmaicało lekturę.

W Malowanym człowieku nie da rady wyłonić najlepszego wątku. Tam każdą historię, nawet tę najmniej znaczącą i najkrótszą, czytało się z dużym zainteresowaniem. Mam wrażenie, że autor doskonale przemyślał fabułę: wszystko pasowało. Nie odniosłam wrażenia, że któryś moment napisano na siłę albo że wprowadzona intryga odbiegała od rzeczywistości, stając się nierealną. 

Wydanie dodatkowo uzupełniono o klimatyczne ilustracje Dominika Brońka oraz o mapy, dzięki czemu mogłam lepiej wyobrazić sobie podróże bohaterów. 

Malowany człowiek Petera V. Bretta to książka, którą bezapelacyjnie polecam wszystkim. W powieści akcja goni akcję, losy bohaterów ważą się niemal na każdym kroku, Otchłańce atakujący nocą to chleb powszedni, a odkrywanie starodawnych tajemnic i run wprowadza bezbłędny, magiczny klimat. Malowany człowiek to typowy must read każdego szanującego się fana fantastyki. Historia wywołuje tony emocji i zachwyca, opowiadając o odwadze, walce z przeciwnościami losu, przyjaźni i o tym, że przestraszony człowiek potrafi wyrządzić więcej krzywdy niż największy złoczyńca. 

10/10

Malowany człowiek
Peter V. Brett
Wydawnictwo Fabryka Słów
Warszawa-Lublin 2021
Stron: 807


→ Pustynna Włócznia


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu