Tytułowa Chąśba Katarzyny Puzyńskiej wywodzi się od staropolskiego słowa chęcić, czyli kraść, łupić, rabować. Trzeba przyznać, że zarówno tytuł jak i ogólny zarys (fantasy w klimacie starosłowiańskich legend, zabobonów i demonów okraszonych brutalną zbrodnią) umiejętnie potrafią zachęcić do sięgnięcia po powieść. Pytanie brzmi, czy Chąśba z premedytacją skradnie serce czy raczej czas? :)
Książka opowiada historię mieszkańców Królestwa, w którym ludzie starają się albo pogodzić z dzieleniem miejsca z Czarodziejskim ludem, albo wręcz przeciwnie - planują zamachy i bunty. W grodzisku mieszkańcy jak co roku zaczynają polowanie na Marzannę, którą należy szybko utopić, a później spalić, jeśli chce się jak najszybciej wyzbyć zimy. Sęk w tym, że niespodziewanie dochodzi do tragedii. A nawet dwóch tragedii!
Strzebor, nowy mąż Bolemiry (właścicielki gospody), odnajduje żonę martwą pod deskami w stodole. Nie byłoby problemu, gdyby nie posądzono go o zabójstwo! Dodatkowo z sanktuarium Jarowita ktoś bezczelnie ukradł tarcze, czemu towarzyszyć może jedynie boski gniew.
Te przerażające sprawy jest w stanie rozwiązać wyłącznie kuternoga, grodziskowy kat, Zamir. Mężczyzna wplątuje się więc w kilka niebezpiecznych akcji, ale czy to ważne? Ważne jest to, kto lepiej sypnie złotem...
Chąśba Katarzyny Puzyńskiej to sympatyczna, lekka historia przeplatająca w sobie wiele humorystycznych, interesujących i przede wszystkim wciągających wątków. Połączenie motywów kryminalnych (zabójstwo z zimną krwią) z tymi rodem z mitologii i starodawnych legend (powołanie do życia strzyg, wąpierzy, elfów czy słowiańskich bóstw) było moim zdaniem strzałem w dziesiątkę. Nie ma szans na nudę, a każdy rozdział śledzi się z ogromnym zaciekawieniem, ponieważ momentami akcja pędzi na łeb, na szyję.
Interesującym zabiegiem była forma książki. Po rozdziale z główną fabułą (nazwane zostały one gawędami) czytelnik w pewnym momencie dociera do ramki, w której autorka zaprasza do poznania szczegółów dotyczących np. spotkania bohaterów albo opisu rozmowy, albo walk z dawnych lat, mających na celu doprecyzowanie wydarzeń. Z początku cieszyłam się jak głupia, mogąc po kilku stronach przejść na koniec książki i tam doczytać konkretną anegdotę, ale po pewnym czasie powoli zaczęło mi to przeszkadzać. Coraz częściej się rozpraszałam, nie potrafiąc skupić na czytanych treściach - wypadałam z głównego wątku. I forma rzeczywiście była nietuzinkowa, lecz wolałabym gdyby te przeskoki pojawiały się rzadziej. Zaznaczę, że autorka dawała możliwość i nie trzeba było przerywać gawędy, ale nie poznając szczegółów, ostatecznie nie wiedziałabym dokładnie, o co chodzi, a to z kolei mogłoby być mocno mylące.
Na duży plus zasługuje kompletnie zaskakujące zakończenie. Cała historia od początku jawiła się w niezwykle oryginalnych barwach, ale to koniec całkowicie mnie kupił. A jedocześnie ogromnie zirytował i dał sporo do myślenia.
Warci wspomnienia są również bohaterowie i tutaj zaznaczę, że ci ludzcy podobali mi się o wiele mniej. Nie potrafiłam się z nimi zżyć, a ich postawa albo głupie wybory srodze mnie mierziły. Autorka zdecydowanie lepiej poradziła sobie z kreacją magicznych postaci, a już zwłaszcza Marzanny, Nawojki (rzecznej nimfy) i zdziwaczałego wołchwa.
Chąśba Katarzyny Puzyńskiej to książka przyjemna, bardzo nietuzinkowa, którą polecam na nudne wieczory. Autorka doskonale potrafi poprawić humor, a jej niektóre gawędy albo świetne postacie rodem z baśni pięknie czarują. Chąśba nie jest powieścią idealną i choć momentami ukradnie cenny czas, to ostatecznie (szczególnie jeśli lubujecie się w podobnych motywach) skradnie wam też serce. :)
6/10
Chąśba
Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2021
Stron: 464
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu