Przyznajcie się, ilu z Was spotkało się z taką sytuacją: czytacie książkę, kończycie ją i nagle dowiadujecie się, że ma więcej tomów? Albo że tomy nie zostały przetłumaczone na polski, a Wy nie znacie języka oryginału?  

Mi osobiście trafiło się to zbyt wiele razy i z tego względu postanowiłam stworzyć kolejny post, czyli...


VII ODSŁONĘ SERII DYSKUSYJNEJ, CZYLI
TROCHĘ O NIEDOKOŃCZONYCH SERIACH


Przyznam bez ogródek, że nienawidzę znajdować się w sytuacji wspomnianej powyżej. Zwłaszcza kiedy książki pochłoną mnie do tego stopnia, że jedyne, o czym jestem w stanie myśleć, to dalsza fabuła. Niestety, jak to w życiu bywa, czasami ma gorzki smak, a doczytanie ulubionej serii nie jest pisane. 

Powody mogą być różne.

Przede wszystkim wydawnictwa z tylko dla siebie znanej przyczyny postanawiają dalej nie wydawać kolejnych tomów cyklu - często nawet nie informując czytelników, co według mnie jest bardzo niesprawiedliwe. Osobiście nie należę do osób znających inne języki na poziomie pozwalającym przeczytać (i zrozumieć!) całą książkę, ergo doczytanie serii staje się niemożliwe. Teoretycznie wystarczy nauczyć się języka, ale drodzy Państwo, jakie jest prawdopodobieństwo, by dla często jednej książki uczyć się czasów, przypadków, odmian oraz słówek?

To ten prostszy powód, który mimo wszystko da się rozwiązać.

Drugim, i najgorszym, jest blokada autorska. Autor po prostu nie potrafi dalej wymyślić/zmusić się do pisania/wejść ponownie w stworzony świat/milion innych powodów, przez co seria dalej nie powstanie. A na to nie ma lekarstwa.

Pisząc ten post, chciałabym się dowiedzieć, jak u Was wygląda podobna sytuacja? Co robicie? Próbujecie dorwać książkę w oryginalne czy odpuszczacie? Co sądzicie o wydawnictwach, które postanawiają nagle przestać dalej wydawać cykl? Wiadomo, że to wyłącznie ze względów finansowych, ale czy jeśli się coś zacznie, nie powinno się doprowadzić do końca?

Pamiętajcie o regulaminowych trzech zdaniach, klawiatury w dłoń i napiszcie mi, co sądzicie. :)

 

Co byście zrobiły, wy, kobiety, żony, matki, kiedy z dnia na dzień dowiedziałybyście się, że za śmierć znajomej w ciąży jest podejrzany wasz mąż? Ukochany, przyjaciel, powiernik i ojciec waszego dziecka? Najpewniej chciałybyście z nim porozmawiać i wszystko wyjaśnić, co nie okazuje się wcale proste, bo mąż nagle znika, pozostawiając za sobą miliony pytań bez odpowiedzi...

W identycznej sytuacji świat stawia Grace, główną bohaterkę książki Jean Hanff Korelitz Od nowa. Znana terapeutka, do której przychodzą małżeństwa w separacji z prośbą o uratowanie związku, ludzie z problemami psychicznymi lub mierzącymi się ze stratą najbliższych, a także debiutująca pisarka, której książka może okazać się bestsellerem. Grace to kobieta sukcesu, spełniona żona Jonathana, pediatry onkologa widniejącego w spisie Najlepszych Lekarzy magazynu New York, oraz matka dwunastoletniego, utalentowanego chłopca, Henry'ego. W życiu zdaje się niczego jej nie brakować - no, może czasami przyjaciół, od których się kompletnie odcięła. 

Pewnego dnia jednak dochodzi do brutalnego zamordowania Malagi Alves, matki kolegi ze szkoły Henry'ego. Wówczas kolejne wydarzenia zdają się opadać na Grace lawinowo, ze wszelkich sił próbując ściągnąć ją na dno. Jonathan znika bez śladu, uprzednio wciskając Grace historyjkę o konferencji w Ohio, a do niej zaczynają przychodzić detektywi i wypytywać o męża. Koleżanki odwracają się plecami w potrzebie, gazety nie szczędzą, prześcigając się wzajemnie w wymyślaniu coraz to nowszych nagłówków. Wydanie książki oraz praktyka terapeutyczna wiszą na włosku, a serce Grace powoli rozsypuje się na miliony kawałków.

Na jaw wychodzą kłamstwa męża, jego dziwne poczynania, zagrywki i romanse. Grace próbuje nie oszaleć, dlatego z całych sił nie pozwala sobie poznać faktów. Ucieka od rzeczywistości i wraz z synem chowa się w starym domku letniskowym w Connecticut. Tragedia, jaka spotkała kobietę, wydaje się nie do opisania. Próbuje się z nią zmierzyć, nieco nieudolnie, chociaż w życiu zawodowym sama zajmowała się podobnymi przypadkami u innych ludzi. Pojawia się pytanie, czy rady udzielane obcym rzeczywiście okażą się przydatne w prawdziwym życiu? Czy mogła wiedzieć wcześniej, w trakcie pierwszego spotkania, randki czy seksu, że jej mąż okaże się tym, kim media w zaskakująco brutalny sposób dowodzą, że jest? 

W Od nowa Grace mierzy się z trudną rzeczywistością, która w zaskakująco łatwy sposób pokazuje, jak słaba psychicznie jest znana i szanowana terapeutka. Przyznam bez ogródek, że w trakcie czytania kompletnie się z główną bohaterką nie polubiłam. Co więcej, ogromnie irytowało mnie jej podejście do sprawy, bo zamiast drążyć i poznać prawdę, choćby nie wiadomo jak bolesną, ona uciekała. Za każdym razem, kiedy inny bohater próbował przemówić jej do rozumu, oczernić Jonathana czy ukazać jego prawdziwą twarz, Grace zamykała się w sobie. Nie pozwalała dopuścić do siebie żadnego krytycznego zdania dotyczącego męża, przez co wychodziła na totalną idiotkę i ignorantkę. Wielokrotnie próbowałam postawić się na jej miejscu, ale za każdym razem dokonałabym zupełnie odmiennego wyboru. Ta nieporadność u Grace bardzo mnie mierziła i przez to książka całościowo wypadła średnio w mojej ocenie.

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorka bardzo przedłużała opowieść. To, co się działo, dało radę przedstawić na stu stronach, a Jean Hanff Korelitz jakimś cudem zrobiła z nich prawie pięćset. Z racji tego, że książka w pewnym sensie została stworzona z perspektywy Grace (choć pisana narracją trzecioosobową), czytelnik poznaje - ze szczegółami -  jej każdą, najdrobniejszą myśl, każde wspomnienie. Często nic niewnoszące do głównej fabuły. 

Sam motyw zniknięcia męża bardzo mi się podobał. Dało się poczuć ogromną niewiedzę i złość, że człowiek, z którym żyło się wiele lat, z którym miało się dziecko, to tak naprawdę zupełnie obca osoba. Jonathana poznaje się jednak wyłącznie ze wspomnień i rozmów z rodziną, przyjaciółmi czy współpracownikami. Ciekawy zabieg, szczerze mówiąc, z jakim do tej pory nigdy się nie spotkałam. 

Książka to opowieść pełna głębokiej emocjonalności. Niemal w każdym zdaniu czuło się ból zranionej, oszukanej kobiety. Od nowa pokazuje, że choćby nie wiadomo jak dobrze umie się odczytywać ludzi, jeśli chodzi o osobę, którą kochamy, te umiejętności całkowicie wyparowują. Patrzymy wówczas na ukochanego przez mglistą zasłonę, a we własnej głowie przedstawiamy go w samych superlatywach, nie zauważając żadnych wad. Oczywiście, do czasu aż staną się tak wielkie i wyraźne, że niemożliwe do przeoczenia. Wówczas może dojść do wielu tragedii, a nawet najstabilniejszy człowiek może łatwo się pokruszyć.

Od nowa w mojej ocenie nie wypadła ani źle, ani dobrze. Parokrotnie podczas czytania nudziłam się, ale także wiele razy pochłaniałam zdania z ogromnym zainteresowaniem - zwłaszcza zakończenie, kiedy prawda wyszła na jaw. Książka jest rozbudowaną propozycją, thrillerem psychologicznym dosłownie wydrążającym dziury w psychice. Sięga najgłębszych odmętów związanych z przywiązaniem do drugiego człowieka i dosadnie ukazuje, że najbliższa osoba często okazuje się tą najmniej rozumianą i poznaną. Najlepiej będzie, jeśli sięgniecie i sami zdecydujecie, bo wydaje mi się, że Od nowa może mieć tylu przeciwników, ile zwolenników. 

5/10

Od nowa
Jean Hanff Korelitz
Wydawnictwo Poradnia K
Warszawa 2020
Stron: 472


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu

 

Symbole, sztuka, lustro - co łączy te trzy z pozoru różne słowa? Jak się okazuje, naprawdę sporo. Symbole gęsto występują na obrazach, pełniąc funkcję ukrytych przez artystę słów czy nawet całych historii skierowanych do odbiorcy. Obrazy to sztuka, a sztuką jest stworzenie dwóch identycznych dzieł, które ustawione naprzeciwko będą swoim odbiciem. Staną się lustrem...

To odrobinę pokrętne spojrzenie na sztukę jako lustro przedstawia hiszpański pisarz, Luis Montero Manglano, w swojej książce pt. Muzeum luster. Autor zabiera czytelników wprost do Madrytu, gdzie pokusza się na zasponsorowanie biletów wstępu do Muzeum Narodowego Prado. Pozwala podziwiać kunszt, kreskę i kolory znanych dzieł, a także zgubić się w korytarzach molochu wśród kulturalnych zabytków, gdzie można odnaleźć... trupy? 

Muzeum luster to thriller opowiadający historię prawie nie z tej ziemi. Choć z początku wydaje się zadziwiająco normalna. Na dwusetną rocznicę powstania Prado władze muzeum organizują Międzynarodowy Konkurs Kopistyczny, na który zapraszają jednych z najbardziej utalentowanych artystów na świecie. Między innymi szansę (jedyną) otrzymuje główna bohaterka, Judith - młoda, zagubiona kobieta o sporych zapędach do alkoholizmu, ale całym sercem kochająca malować. Choć do odkrycia swoich prawdziwych talentów czeka ją jeszcze daleka droga. 

Konkurs Kopistyczny, jak sama nazwa wskazuje, polega na odtworzeniu znanego obrazu w sposób niemalże identyczny. Najlepiej tak, aby i oryginał, i kopia były niemalże własnymi odbiciami lustrzanymi. Judith wraz z piątką innych uczestników ma więc ciężki orzech do zgryzienia, jednak marzenia o nagrodzie potrafią napędzać do pracy jak nic innego.

Nagle w Muzeum dochodzi do brutalnych zabójstw, których sceneria w zadziwiający sposób przedstawia... obrazy. Oszpecone, poharatane ciała morderca układa, starając się jak najwierniej odtworzyć historie namalowane na płótnach. Wszędzie też przewija się specyficzny symbol, jakiego prawdziwe znaczenie może dojrzeć jedynie Guillermo - chłopak dziwnym trafem ciągle znajdujący się w centrum tych przerażających wydarzeń.

A całość została okraszona motywem wyjętym wprost z legend, w których to znaczenie mają: Król w Tysiącu Kawałkach, Czerwony Kaczor, Kolorowy Inkwizytor czy Pletorycy - członkowie tajnego bractwa. W historii można się zagubić, podobnie jak w samym muzeum. Chociaż do tej pory nie wiadomo, czy odnalezienie wyjścia okaże się dobrym rozwiązaniem.

Pokusiłabym się na stwierdzenie, że Muzeum luster jest powieścią wybitną. Nie przypominam sobie, żebym w bliższej lub dalszej przeszłości czytała równie przemyślaną, logiczną, zaskakującą i wciągającą książkę. Towarzyszące czytelnikom intrygujące wydarzenia nie pozwalały oderwać się choćby na sekundę, zwłaszcza że fabuła została przedstawiona lawinowo. Odkrycie odpowiedzi na jedną tajemnicę, tworzyło kolejną, co z kolei rodziło jeszcze więcej pytań. Czytelnik ciągle czuł się nienasycony, non stop chciał więcej, jakby był na głodzie narkotykowym. 

Autor doskonale wykreował bohaterów, nadając im indywidualne charaktery i osobiste historie. Każda postać dostała własny sekret, osobiste demony przeszłości, a także wzbudzała w czytelnikach różne, momentami nawet skrajne, odczucia. Nie wiadomo, czy ufać, lubić, nienawidzić, podejrzewać czy współczuć, co ostatecznie nazwałabym idealnym rollercoasterem emocjonalnym. Podobało mi się też ukazanie bohaterów żyjących w XIX w. (akcja momentami wędrowała do roku 1820) - tutaj ludzie okazali się realistyczni: ich wygląd, sposób wyrażania się poprowadzono wiarygodnie.

W Muzeum luster świetnie ukazano sztukę, co niesamowicie mnie cieszy. Tłumaczenia dotyczące życiorysu artystów, znaczenia obrazów czy symboliki były wyczerpujące - autor albo ma ogromną wiedzę w tym temacie, albo zrobił naprawdę imponujący research przed napisaniem książki.* W obu przypadkach należą mu się wielkie gratulacje.

Na wspomnienie zasługują również obrazowo przedstawione zbrodnie. Ktoś musiał mieć wyobraźnię wykraczającą poza ramy, żeby wpaść na coś takiego... i zero sumienia. Ponadto na końcu książki Wydawnictwo dodrukowało specjalną galerię sztuki, wstawiając oraz dokładnie pokazując obrazy, których skopiowanie podjęli się uczestnicy Konkursu Kopistycznego. Bardzo udany zabieg urozmaicający lekturę. Niemal co chwila tam zaglądałam, by sprawdzić, czy bohaterowie wspominający o kolorystyce, kresce albo występujących tam elementach mówili prawdę.

Podsumowując, Muzeum luster to intrygująca wycieczka po korytarzach muzeum, którą najserdeczniej polecam. Mogę obiecać, że wpadniecie w wir wydarzeń, wielokrotnie zostaniecie zaskoczeni, a towarzyszące emocje niejednokrotnie przepłyną przez całe swoje spectrum. Dopracowana w najmniejszych szczegółach książka nie zawiedzie najbardziej wymagającego czytelnika, a interesujący temat (i dosadnie obrazowe zbrodnie) sprawi, że koło Muzeum luster nie da rady przejść obojętnie. Z pewnością wrócę jeszcze do książki, co możecie uznać za jedno z najważniejszych punktów polecających. :)

9,75/10**

Muzeum luster
Luis Montero Manglano
Dom Wydawniczy Rebis
Poznań 2020
Stron: 472


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu



*dowiedziałam się, że niektóre tłumaczenia zobrazowanych historii albo symboliki zostały wymyślone - przedstawiono je jednak tak realistycznie, że nie powiem Wam dokładnie które, bo nie mam bladego pojęcia.

** zabrakło 0,25 punktu, ponieważ ociupinę zabrakło mi większej dozy brutalności w zakończeniu - ale nie przejmujcie się, to tylko moja spaczona psychika :)


Tak, jak obiecałam, na Pomistrzowsku pojawi się nowy cykl, który w założeniu ma Wam urozmaicić życie, a autorom nieco je skomplikować. Wszak czasem trzeba się dla własnych Czytelników nieco bardziej wysilić. Oczywiście, żartuję. To nie będzie lekki wysiłek, a żmudna, ciężka praca bez chwili oddechu i grama odpoczynku. ;)

A teraz zupełnie na serio:

Główne założenia

Zabawa z założenia jest bardzo prosta, zaledwie dwuetapowa. Autor w przeciągu dziesięciu minut musi odpowiedzieć na sześć pytań. 


Zasady

Pierwsza runda, czyli trzy pierwsze pytania, nazwana została Trzy, dwa, raz i jest typową wyliczanką. Autor zmierzy się z pytaniami pokroju: "trzy ulubione książki, dwa najgorsze gatunki literackie, jeden ulubiony pisarz", etc. (naturalnie, w każdej grze będą one zmieniane, żeby nie było za łatwo). 

Druga runda, czyli Orzeł czy reszka, brzmi jeszcze prościej niż poprzednia. Tutaj autor ma wybór. Pytanie brzmi, między czym a czym? :)


Coś więcej?

Pytania z pierwszego postu cyklu będą całkowicie wymyślone przeze mnie. Jeśli chodzi o dalsze, tutaj wkraczacie Wy, moi drodzy. Będziecie mieli szansę zadać poważne lub trochę mniej poważne pytania autorom, by poznać ich najbardziej szczere odpowiedzi - podobno kiedy w grę wchodzi walka z czasem, ludzie mówią pierwsze rzeczy, jakie przyjdą im do głowy. A te okazać się mogą niezwykle intrygujące. 

Zaznaczam, że to zaledwie pierwotne założenia. Zobaczymy, jakie zainteresowanie wzbudzi Autorskie 10 minut i co z tego wszystkiego wyniknie. 


To jak, drodzy Autorzy, kto się odważy i weźmie udział? A wy, Czytelnicy, pomożecie mi nieco utrudnić życie ulubionym Autorom? :)